Czasami czytając jakąś książkę do samego końca nie wiem, czy będę wstanie napisać całą recenzję na blog, czy jedynie krótką opinię na Instagrama. Tak właśnie było w przypadku debiutu Jakuba Żulczyka.

Przypominam, że styczeń upływa mi pod hasłem #styczeńpopolsku. To małe wyzwanie idzie mi całkiem nieźle, bo przeczytałam tylko jedną zagraniczną powieść, ale bardzo przedpremierowo, więc traktuję to bardziej jako pracę. O Jakubie Żulczyku było głośno w zeszłym roku w związku z serialową ekranizacją «Ślepnąc od świateł». To jeden z polskich pisarzy, których twórczości nie miałam okazji jeszcze poznać, postanowiłam więc to nadrobić.

Tylko się nie zniechęcaj do Żulczyka!

Lubię zaczynać od debiutów i obserwować, jak pióro danego autora się zmienia/rozwija. Robiąc więc plany na styczeń, na moją listę trafiło «Zrób mi jakąś krzywdę». Hmm, ciekawy tytuł, pomyślałam. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać, o czym jest ta książka, czy dobrze robię, że właśnie po nią sięgam w pierwszej kolejności. Żeby było jeszcze ciekawiej, kilka osób uprzedziło mnie “tylko się nie zniechęcaj do całej twórczości Żulczyka!”. Nie ma co, niezła zapowiedź. Na przekór temu postanowiłam, że mnie ten tytuł się spodoba, że te ostrzeżenia nie były potrzebne. Jak myślicie, co z tego wyszło?

Zrób mi jakąś krzywdę - Jakub Żulczyk

Tych 260 stron nie przeczytasz jednym ciągiem

Kiedy zaczynałam czytać tę książkę i zapytałam was na Instagramie, czy znacie twórczość autora, sporo osób pisało mi, że «Zrób mi jakąś krzywdę» zupełnie im się nie podobało albo nawet nie były w stanie jej dokończyć. Chyba tylko jedna osoba wyraziła się o niej pozytywnie. Już przy pierwszych stronach lektury zrozumiałam, skąd te opinie. To nie jest łatwa książka. Myślałam, że 260 stron przeczytam na luzie w dwa dni, ale szybko zostało to zweryfikowane. Historia 25-letniego Dawida, który na melanżu u znajomego ze studiów poznaje Kaśkę, jego 15-letnią siostrę, i na domiar złego się w niej zakochuje, jest napisana w taki sposób, że początkowo wbija nas to w fotel. A przynajmniej mnie.

Zrobiłeś mi jakąś krzywdę

Mam wrażenie, że to książka napisana przez buntownika o romantycznej duszy z myślą o podobnych czytelnikach. Gdybym sięgnęła po nią mając 14-15 lat, kiedy hormony szaleją, masz dość rodziców i najchętniej uciekłbyś z domu, prawdopodobnie zupełnie inaczej bym ją odebrała. Te wszystkie wulgaryzmy, zachowanie bohaterów, ich styl wypowiedzi; te odniesienia do subkultury młodzieżowej, porównania do gier itp. Nawet nie jestem w stanie tego dokładnie nazwać, bo pierwszy raz czytałam tak specyficzną książkę (a przede mną jeszcze «Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną» Doroty Masłowskiej, która zdaje się być w podobnych klimatach). I chociaż sama fabuła to jedna wielka schiza i rozumiem brak entuzjazmu czytelników względem tej książki, mnie, w jakiś przewrotny sposób, się ona podobała. Nie tak, jak książka, przez którą się przyjemnie czyta, w której zachwyca cię styl autora, czy przejmuje opowiadana historia. Raczej doceniam jej specyfikę i tę dziwną historię miłosną, która w normalnym świecie raczej by nas zaniepokoiła.

Zrób mi jakąś krzywdę

Grafomańskie zapędy czy dobrze przemyślany styl?

Pomijając specyficzną historię i jeszcze bardziej specyficzny język, moją uwagę zwrócił ciekawy zabieg, jaki zastosował Żulczyk w prowadzeniu nas przez fabułę. Są momenty, kiedy znacznie wybiega w przyszłość, żeby za chwilę się cofnąć i opowiedzieć, jak właściwie bohaterowie znaleźli się w tamtym miejscu, co się wcześniej wydarzyło. Jak dla mnie, mistrzostwo. I choćby z tego powodu nie mogłabym napisać, że «Zrób mi jakąś krzywdę» to grafomania, bo od tego jej zdecydowanie daleko.

Podsumowując

«Zrób mi jakąś krzywdę» nie jest łatwą i lekką powieścią. Fabuła i język bohaterów ewidentnie mogą nas przytłoczyć i jestem zdania, że to mimo wszystko książka dla młodzieży, dla młodych buntowników, którzy będą czytali ją z wypiekami na twarzy sądząc, że robią coś zakazanego. Dojrzali czytelnicy mogą mieć problem z całą specyfiką tego tytułu. Czytanie tej powieści było ciekawym doświadczeniem i absolutnie nie zniechęciłam się do twórczości autora. Na półce już czeka wznowienie «Zmorojewa», fantastyczno-przygodowej powieści dla młodzieży właśnie.

Bibliofilem być recenzje książek

Werdykt: TO READ

 

NA SKRÓTY

«Zrób mi jakąś krzywdę» to debiutancka powieść Jakuba Żulczyka o mocno specyficznym stylu i fabule. Historia 25-letniego Dawida, który zakochuje się w 15-letniej Kaśce jest pełna wulgaryzmów, dziwnych zachowań bohaterów, napisana w takim stylu, który nie każdemu podpasuje. Moim zdaniem to powieść dla zbuntowanej młodzieży, nastolatków, którzy będą czytać ją po kryjomu, z wypiekami na twarzy sądząc, że robią coś zakazanego. Nie jest to łatwa książka, ale ta jej specyficzność w jakiś sposób mnie ujęła, chociaż główny wątek nadal nieco mnie szokuje.