Jeśli już dzielę się swoimi wrażeniami po obejrzeniu jakiegoś filmu/serialu, zazwyczaj robię to na InstaStories i staram się być zwięzła. Ale o Deaf U muszę napisać znacznie więcej i obawiam się, że na Instagramie nie starczyłoby mi kafelków.

Kultura Głuchych, świat Głuchych to wciąż tak tajemnicze dla słyszących zjawisko, że każda książka, każdy program telewizyjny, każda inna produkcja są dla nas na wagę złota. Dla nas, bo kiedy pytacie, gdzie możecie się dowiedzieć o naszym życiu czegoś więcej, mamy gdzie was odesłać, co wam polecić. Kiedy dowiedziałam się pod koniec września, że w październiku na Netflixie pojawi się program dotyczących G/głuchych amerykańskich studentów, byłam nie tylko podekscytowana, ale i ucieszona, bo zakładałam, że będę mogła wam tę produkcję polecić. Potem włączam pierwszy odcinek, włączam drugi, trzeci i nie dowierzam własnym oczom.

Gallaudet jakiego nie znacie

Gallaudet to pierwszy (i wydaje mi się, że wciąż jedyny) uniwersytet na świecie, na którym językiem wykładowym jest język migowy (a dokładniej amerykański język migowy – ASL). Myślę, że nie przesadzę pisząc, że to mekka dla Głuchych i wielu młodych ludzi, ale także Głuchych naukowców marzy, aby tam studiować/pracować. Zaczynając seans Deaf U spodziewałam się programu dokumentalnego o życiu G/głuchych studentów, o tym, jak wygląda nauka na Uniwersytecie Gallaudeta, jak prowadzone są zajęcia. Spodziewałam się produkcji, która słyszącym widzom przybliży nieco nasz świat. A co dostałam w zamian? Koszmarny amerykański paradokumentalny twór, którego nie da się oglądać. Ciężko też uwierzyć w to, że władze uniwersytetu dopuściły do użyczenia serialowi swojej marki. Nie wyobrażam sobie, żeby np. nasz Uniwersytet Warszawski do czegoś takiego dopuścił.

Tak wygląda świat Głuchych

Deaf U dowiecie się, że Głusi sami siebie dzielą na kasty, że jest elita i są ci gorsi (ze względu na pochodzenie z rodziny Głuchych lub nie, ze względu na to, jak się miga itd.), że Głusi to plotkarze, że zamykają się na innych niczym jakieś getto. Że jak mówisz fonicznie, to jesteś tym złym, że jak nosisz implant to jeszcze gorzej i nikt cię nie będzie szanował. Jaka jest prawda? Tak, Głusi plotkują, tak, czasami ktoś kogoś nie akceptuje, nie lubi. Wiecie dlaczego? Bo jesteśmy ludźmi dokładnie takimi samymi, jak wy – nie jesteśmy idealni. Deaf U jednak cały czas pokazuje ten ogromnie krzywdzący obraz, mam wrażenie, że wręcz na nim się skupia. Znam kilku Głuchych, którzy świetnie mówią fonicznie, niektórzy z nich mają implant, a mimo to siedzą w środowisku bardzo mocno, bo czują się Głuchymi i jakieś tam urządzenie przyczepione do głowy czy to, że mieli dobrą logopedię ich nie przekreśla.

Głusi też potrzebują rozrywki

Próbowałam spojrzeć na ten serial inaczej. Nie jak na produkcję o wartości merytorycznej (bo takiej nie ma zupełnie), ale jak na zwykły program rozrywkowy, którego bohaterowie są G/głusi. Skoro telewizję podbijają produkcje w stylu dowolne miasto ShoreTrudne sprawyHotel Paradise itd., w których bohaterami są sami słyszący, dlaczego by nie zrobić takiego programu z myślą o G/głuchych widzach, tj. z G/głuchymi bohaterami. Pierwsza sprawa jest taka, że polski widz nie jest jeszcze na to gotowy. Z opinii znajomych wnioskuję, że nie tylko widz słyszący, ale także G/głuchy. Stany, chociaż też nie są wolne od dyskryminacji G/głuchych, od braku wiedzy na temat kultury itd., są jednak wiele lat przed nami. Być może tam jest już ten etap, gdzie produkcje dokumentalne nie są już tak bardzo potrzebne i można iść w stronę rozrywki. Nie wiem. Niestety druga sprawa to to, że ten program jest po prostu słaby! Oglądając go czułam się zażenowana, historie opowiadanie przez bohaterów są mega sztuczne, tak jak ich „prawdziwość”. Chciałam obejrzeć całą serię, tym bardziej, że odcinki mają mniej niż 20 minut i jest ich zaledwie 8, ale przy czwartym już wysiadłam i nie jestem w stanie się zmusić, żeby stracić na pozostałe godzinę swojego życia.

A miało być tak pięknie

Deaf U miał być tym programem, którym będę się zachwycać i będę wam polecać jako poszerzenie wiedzy na temat świata Głuchych. Dostałam dziwną papkę o romansach i związkach, o tym, jacy to Głusi są niedobrzy, podpisaną marką Uniwersytetu Gallaudeta, który takiej produkcji powinien się wstydzić. Migający uniwersytet okazał się być dziwnym, żenującym i szkodzącym Głuchym tworem. Absolutnie wam tego czegoś nie polecam.