Takich typowych powieści obyczajowych czytam już bardzo niewiele, ale do brytyjskich zdecydowanie mam słabość. Kiedy jednak kolejna autorka zostanie okrzyknięta mianem nowej Jojo Moyes, nie brzmi to dla mnie zbyt zachęcająco.

I nie, wcale nie chodzi o to, że mam coś do tej pisarki, bo jest wręcz odwrotnie. Uwielbiam jej książki, ale porównywanie świeżych nazwisk do starych wyjadaczy może rodzić zbyt duże oczekiwania. Sama nie raz złapałam się na tym, że po takiej rekomendacji szukałam u dwóch różnych autorów tego samego stylu, a tak się przecież nie da. Ale wróćmy do «Współlokatorów» i Beth O’Leary. Czy to nowa Jojo Moyes? Ja bym raczej powiedziała, że to nowy David Nicholls, tak na przekór.

Najbardziej wyczekiwany debiut 2019 roku

Powiedzcie sami, czy taki tekst (jakby już samo porównywanie debiutantki do znanej pisarki nie wystarczało) na okładce nie rodzi oczekiwań? Nie sprawia, że od książki zaczynacie więcej wymagać? Skoro tak bardzo wyczekiwany, to historia Leona i Tiffy musi nas zwalić z nóg, nic nawet odrobinę słabszego nie przejdzie. Na szczęście «Współlokatorzy» doskonale poradzili sobie z tą łatką. Spędziłam z książką Beth O’Leary weekend i kiedy jakieś 2 tygodnie później piszę ten tekst, jest mi wciąż niesamowicie smutno, że mam tę historię już za sobą. To tak, jak ze wspomnianymi na tylnej okładce filmami To właśnie miłość i Holiday – zwłaszcza w przypadku tego drugiego – zawsze mi przykro, że czas rozstać się z bohaterami najlepszych komedii romantycznych i z chwilą pojawienia się napisów końcowych, już za nimi tęsknię. Z Leonem i Tiffy mam dokładnie to samo.

Współlokatorzy - Beth O'Leary

Jojo Moyes czy David Nicholls?

Wiem, że na samym początku pisałam o tym, jak nie lubię porównywania młodych pisarzy do tych znanych i uwielbianych, ale… nie mogę się powstrzymać, aby nie napisać, że moim zdaniem Beth O’Leary nie ma nic wspólnego z Jojo Moyes, za to jej książka kojarzy mi się mocno z twórczością Davida Nichollsa. «Współlokatorów» ustawiłabym na półce nie obok «Ostatniego listu od kochanka» czy «Zanim się pojawiłeś», ale zdecydowanie obok «Jednego dnia» i «Dobrego początku». To urocza i lekko tragiczna historia, która właśnie z Nichollsem mi się kojarzy. Jak na standardy Moyes jest zbyt poukładana i urocza, a O’Leary nie funduje nam (na szczęście) plot twistów jeden po drugim.  

O takie romanse walczyłam

Historia Tiffy i Leona jest fantastycznie oryginalna, co zdarza się w literaturze obyczajowej coraz rzadziej. Mieszkania, a nawet pokoje w Londynie są strasznie drogie, więc pomysł z tym, aby dwójka obcych sobie ludzi współdzieliła nie tylko mieszkanie, ale i łóżko – z zaznaczeniem, że każde ma wyznaczoną do tego porę doby i w zamierzeniu mają się nigdy nie spotkać – jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Bo wiadomo, że prędzej czy później któreś z nich się zapomni, zaśpi, cokolwiek i będą musieli się spotkać. I cały urok tkwi w tym, jak do tego dojdzie i w którą stronę pójdzie to meet cute. Beth O’Leary zdecydowanie wie, czego pragną kobiety i jakiej sceny dotyczącej spotkania Tiffy i Leona mogłyby oczekiwać.

Współlokatorzy - Beth O'Leary

Podsumowując

Jeśli lubicie obyczajówki, romanse, to «Współlokatorów» zdecydowanie chcecie przeczytać. To urocza i zabawna powieść, od której ciężko się oderwać i którą będziecie później podsuwać swoim przyjaciółkom i mamie. Ja tak właśnie zrobię. Okazuje się więc, że ani łatka nowej Jojo Moyes, ani miano najbardziej wyczekiwanego debiutu 2019 roku nie zaszkodziły Beth O’Leary i «Współlokatorom». Ja jestem kupiona i już czekam na kolejną powieść tej brytyjskiej pisarki.

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Albatros