Czy wystarczy wynieść się na koniec świata, aby zacząć wszystko od nowa? || „Wielka samotność” – Kristin Hannah


Books, Literatura piękna / wtorek, Czerwiec 12th, 2018

Pod koniec 2016 i na początku 2017 roku Kristin Hannah podbiła serca czytelników «Słowikiem». Ile ja zachwytów widziałam na temat tej powieści! Była dobra, nawet bardzo, ale dostrzegłam kilka rzeczy, które mnie w niej drażniły.

Z książkami wojennymi mam taki problem, że za bardzo trafiają mi do psychiki i jeszcze długo po lekturze dręczą mnie przedstawione obrazy okrucieństwa. Nie potrafię jednak tak zupełnie z nich zrezygnować, stąd musiałam zapoznać i ze «Słowikiem» właśnie. Niedawno wyszła kolejna książka Hannah, w której w pewien sposób również został poruszony temat wojny. Jak poradziła sobie pisarka?

O fabule słów parę

Tym razem Kristin Hannah sięgnęła po temat bliższy właśnie Amerykanom – wojnę w Wietnamie. Ernt zostawia młodziutką żonę i dwuletnią córkę, aby wziąć udział w walkach w Azji. Zostaje jeńcem wojennym i kiedy po kilku latach wraca z niewoli do kraju, nie jest już tym samym człowiekiem. Ernt, Cora i nastoletnia Leni nie mogą zagrzać nigdzie miejsca na dłużej, aż wreszcie trafiają na Alaskę. Cała trójka jest pełna nadziei, że ta surowa ziemia pozwoli im zacząć wszystko od nowa, a ojciec i mąż wreszcie uwolni się od koszmarów, które męczą go po powrocie. Aby jednak tutaj żyć, trzeba nie tylko chęci i zapału, ale również solidnego planu i świadomości, że zima jest długa i nieprzyjemna. Leni obawia się, że ojciec może jej nie przetrzymać i kiedy dochodzi do aktów przemocy, chciałaby odejść, ale jednocześnie nie potrafi opuścić matki.

Przejmująca to za mało powiedziane

Ile w tej książce jest emocji! Pewnie znacie ten tani chwyt marketingowy, kiedy na okładce widzicie hasło “niesamowita, pełna emocji, przejmująca” itp. Ale ta powieść naprawdę jest przejmująca! Opowiedziana głównie z perspektywy Leni historia rodziny i ich ucieczki na Alaskę chwyta czytelnika za serce niemalże od pierwszych stron. Trzynastoletnia dziewczynka, przez ciągłe przenoszenie się z jednego miejsca w drugie, z jednej szkoły do następnej, nie potrafi znaleźć przyjaciół, co jest ogromnie smutne. W tym wieku dziecko potrzebuje akceptacji i wsparcia rówieśników. Potem tego bólu, smutku i żalu jest coraz więcej. Hannah umiejętnie gra na uczuciach czytelnika, ale robi to w sposób mistrzowski.

Skończ już z tymi zwrotami akcji, ileż można!

Bardzo często irytują mnie pisarze, którzy nie wiedzą, kiedy skończyć z podkładaniem swoim bohaterom kłód pod nogi. Dwa czy trzy zwroty akcji w książce rozumiem, ale wciąż i wciąż jakieś problemy to nie na moje nerwy (z tego powodu nie polubiłam się z «Love, Rosie» Cecelii Ahern). W «Wielkiej samotności» nie liczcie, że głównym bohaterom szybko się ułoży i będą żyli długo i szczęśliwie. Co prawda widać to już po objętości książki (ponad 500 stron), ale to właściwie nie mówi, ile tych kłód się pojawi. A pojawia się ich dosyć sporo. Pewnie by mnie to irytowało, gdyby nie to, że autorka wszystko dokładnie przemyślała i każdy kolejny problem, każdy wypadek, tragedia idealnie pasują i układają się w zwartą i logiczną całość. Myślę, że gdyby usunąć choć jedną kłodę, cała książka mogłaby się posypać. Tak bardzo jest tu wszystko dopasowane.

Weterani wojenni i zespół stresu pourazowego

To, co budzi mój największy podziw, to ciężki temat, który w tej powieści poruszyła Hannah. Mowa o zespole stresu pourazowego. Teraz lekarze, terapeuci wiedzą o nim całkiem sporo, ale w latach 70. to była nowość, o której bardzo niewiele się mówiło. Weterani wojenni nie dostawali odpowiedniej pomocy, a sami nie byli w stanie sobie pomóc i przezwyciężyć lęków, agresji, która się w nich narodziła, czy koszmarów dręczących ich nocami. Nie wiemy dokładnie, co przeszedł Ernt jako jeniec wojenny, autorka nie mówi o tym wprost, ale myślę, że jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że to nie były wakacje w orientalnej Azji. Właśnie przez ten stres pourazowy nie potrafię znienawidzić tego bohatera, mimo że jest bardzo negatywną postacią, ponieważ dopuszczał się ogromnej przemocy na najbliższych. Hannah pokazuje, że nie każde zło jest jednoznaczne.

Surowa Alaska i łowienie łososi

«Wielka samotność» to tytuł bardzo adekwatny. Alaska przedstawiona w książce przeraża, ale i budzi zachwyt jednocześnie. Surowość tego miejsca, warunki, w jakich żyli główni bohaterowie nam mogą trochę nie mieścić się w głowie. Najbardziej podziwiam Leni, ponieważ nie znam nastolatki, która bez problemu pogodziłaby się z brakiem elektryczności (czyli m.in. telewizora) i kanalizacji, która nie miałaby problemu z tym, aby przed szkołą i po musi karmić kury, kozy, polować na zające i łowić łososie. Leni jednak jest wyjątkowa, co Hannah daje nam odczuć już na samym początku powieści.

«Wielka samotnia» lepsza niż «Słowik»?

O «Słowiku» było bardzo głośno, dziwi mnie więc ta cisza przy premierze «Wielkiej samotności», która moim zdaniem jest o ułamek lepsza niż poprzednia książka. Mam nadzieję, że blogerzy jeszcze nakręcą wokół niej zainteresowanie, bo wierzcie mi, zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Pokochałam tę książkę od samego początku. Te emocje, tę niesamowicie przejmującą historię pełną bólu i odwagi, piękna i okrucieństwa. Gorąco zachęcam was do przeczytania tej książki, bo naprawdę warto.

Werdykt: TO READ!!!

 

 

NA SKRÓTY

«Wielka samotność» to kolejna, po «Słowiku», niesamowicie przejmująca książka Kristin Hannah. Tym razem pisarka porusza temat zespołu stresu pourazowego i weteranów wojny w Wietnamie. Trójkę swoich bohaterów: Ernta, jego żonę Corę i ich córkę Leni wysyła do surowej Alaski, gdzie po ciągłym przenoszeniu się z miejsca na miejsce, mają nadzieję rozpocząć nowe życie, z dala od problemów, które do tej pory ich gnębiły. Tytuł jest jak najbardziej adekwatny, a sama Alaska – piękna i przerażająca jednocześnie. «Wielka samotność» zachwyciła mnie już od pierwszych stron i z kolejnymi ciężkimi wydarzeniami w życiu bohaterów, zakochiwałam się w tej powieści jeszcze bardziej. Moim zdaniem jest odrobinę lepsza niż «Słowik». Gorąco zachęcam was do sięgnięcia po nią.

  • Ewelina Wojciuk

    Aż mnie świerzbi na czytanie… Siostra już przeczytała i też mówi, że cudowna. Trochę się boję, bo przy „Słowik” płakałam jak bóbr.

    • Tutaj też jest sporo emocji, i to ciężkich. Ale zdecydowanie warto ją przeczytać, nawet jeśli znów wylejesz morze łez <3

      • Ewelina Wojciuk

        tak zrobię, ona już na mnie w Polsce czeka.

    • MłodaMama

      Płakałam i przy „Słowiku”, i przy „Wielkiej samotności”. Ale warto!

  • MłodaMama

    Czytałam „Wielką samotność” i jestem zachwycona!

  • Ola Sienkiewicz

    Również uważam, że „Wielka samotność” jest trochę lepsza od „Słowika” 🙂

    • Cieszę się, że sie ze mną zgadzasz 🙂

    • Maria Sitkowiak

      Mam podobnie, chyba po prostu czasy przedstawione w „Wielkiej samotności” przemawiają do mnie bardziej.

  • Maria Sitkowiak

    Zdecydowanie jedna z najlepszych tegorocznych premier! Kupiłam „Wielką samotność” w ciemno, ale nie żałuję.

  • Sandra Kozłowska

    Uwielbiam powieści Kristin Hannah. Zaczęłam od głośnego „Słowika”, ale „Wielka samotność” również jest niezła 🙂

    • Ja czytałam tylko te dwie, ale na Lubiny czytać widziałam, że wyszło jeszcze kilka innych tej pisarki 🙂

  • Na początku miałam nie czytać tej książki ale ostatnio zbiera tak dobre recenzje, że na pewno dam jej szansę. Bardzo podoba mi się sam pomysł na historię, no i jeszcze ta Alaska w tle! Czuję, że to będzie świetna książka.

    http://dziewczyna-z-biblioteki.blogspot.com

  • Niezbyt lubię temat wojny, więc tym razem raczej odpuszczę.

    • Tutaj akcja nie rozgrywa się w czasie wojny. Wojna w Wietnamie jest tylko wspomniana, bez szczegółów