Jeszcze półtora roku temu byłam zagorzałą przeciwniczką ebooków i czytników. Należałam do grupy ludzi, którym nic nie zstąpi zapachu książki, jej ciężaru i szelestu kartek. Jako że jestem najlepszym dowodem na to, żeby nigdy nie mówić nigdy, przyszedł czas nawrócenia.

Moja biblioteczka nie jest z gumy i kiedy wreszcie to sobie uświadomiłam, stwierdziłam jednocześnie, że są takie książki, które w sumie chciałabym przeczytać, ale szkoda mi na nie kasy. Ebooki okazały się idealną alternatywą – są tańsze, niż papierowe wydania, nie zajmują mi miejsca na półkach, a po lekturze nie muszę się zastanawiać, co z nią później zrobić. Rok temu na święta dostałam Kindle Paperwhite III, a niedawno, w październiku, poszłam o krok dalej i zaczęłam korzystać z Legimi. Warto, nie warto? Zaraz wam wszystko opowiem.

Czym jest Legimi

Śmieję się, że Legimi to taki książkowy Netflix. Płacisz co miesiąc abonament i masz dostęp do bazy pełnej ebooków z różnych kategorii. Ogromnym plusem tej platformy jest to, że wiele premier pojawia się w niej tego samego dnia, co wydania papierowe trafiające do księgarni, a czasem zdarza się, że nawet kilka dni wcześniej. Z Legimi możecie korzystać na komputerach, telefonach, tabletach i czytnikach. Jest kilka opcji abonamentowych, a ta najlepsza i najdroższa umożliwia wam czytanie bez limitu – możecie pobierać na czytnik czy inne urządzenie tyle ebooków, ile tylko wam się zamarzy. Ale! Nie myślcie, że wykupicie usługę, pościągacie książki, a jak skończy wam się abonament, dalej będziecie mieć je na urządzeniu. Drodzy Janusze biznesu, niestety tak to nie działa. Legimi ma własną aplikację, która wszystko kontroluje i z chwilą zakończenia abonamentu dostęp do ściągniętych ebooków jest zablokowany.

Nie musisz mieć czytnika, żeby korzystać z Legimi

Co prawda platforma oferuje abonament z możliwością wykupienia jednego z trzech* (załoga Legimi mnie poprawiła i mówi, że tych modeli mają więcej) oferowanych przez nich modeli czytników, ale wcale nie trzeba mieć tego urządzenia. Ja przez większą część czasu testowania Legimi czytałam na telefonie, a dopiero niedawno udało mi się ogarnąć sprawę z moim Kindle. Jeśli macie np. tablet i nie męczą wam się oczy od długiego patrzenia w ekran, będzie super alternatywą dla czytnika, bo aplikacja Legimi na urządzenia mobilne jest naprawdę świetna.

Moje wrażenia po trzech miesiącach

Chociaż mam czytnik, z Legimi korzystałam głównie na telefonie. Dlaczego? Okazało się to świetnym sposobem na czytanie, gdy ciężko wyciągnąć książkę. Jak wiecie, od czytania jestem uzależniona. To mój narkotyk, który aplikuję sobie, kiedy tylko mogę. Z Legimi korzystałam więc stojąc w długiej kolejne do kasy w supermarkecie, jadąc przepełnionym tramwajem, czekając w kolejce na poczcie, siedząc w pracy na nudnym szkoleniu, jadąc samochodem po zmroku (jako pasażer oczywiście) czy idąc do pracy spacerkiem (przy ostatnim punkcie próbowałam też z książką papierową, ale było mi trochę niewygodnie i ludzie się na mnie dziwnie patrzyli). Dzięki Legimi mogłam do granic możliwości wykorzystać te krótkie chwile nudy na to, żeby czytać.

Wspominałam już wyżej, że ebooki to idealna alternatywa dla książek, które chcielibyście przeczytać, ale nie spieszy wam się do kupowania egzemplarzy papierowych. Legimi okazało się być w tym punkcie idealne. W czasie tych trzech miesięcy przeczytałam m.in. «Do wszystkich chłopców, których kochałam», «Klub Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek» czy «Biuro M». Zaczęłam też kilka książek, o których wspominali blogerzy czy booktuberzy, ale zupełnie nie przypadły mi do gustu i gdybym kupiła wersje papierowe, plułabym sobie w brodę. A tak, nic nie straciłam.

Legimi na Kindle

Na czytnikach Kindle nie ma takiej wygodnej aplikacji Legimi, jak na tych oferowanych przez platformę, co początkowo zupełnie zniechęciło mnie do tego, żeby właśnie na nim czytać ebooki. Telefon był w sam raz, więc w sumie nawet tego nie żałowałam. W grudniu jednak chciałam poczytać świąteczne książki w nieco wygodniejszej formie (mniej męczącej oczy), więc odkopałam swojego Kindle’a, ściągnęłam dedykowaną aplikację na laptopa, aby móc przesłać ebooki (Legimi oferuje specjalny abonament dla posiadaczy czytników od Amazona, niestety jest on na nieco gorszych warunkach; raz w miesiącu możecie przesyłać na swój czytnik maksymalnie 10 ebooków, a baza dostępnym tytułów jest mniejsza, niż ta na urządzenia mobilne i czytniki oferowane przez platformę i z nią kompatybilne) i… coś poszło nie tak. Ani na moim laptopie, ani na laptopie mojego M. aplikacja nie widziała, że Kindle jest podłączony do komputera kablem USB. Mimo że sam laptop nie miał z tym żadnych problemów. Dopiero niedawno udało mi się połączyć na komputerze brata. Tutaj więc wielki minus i jeśli chcecie kupić czytnik, aby korzystać z Legimi, zdecydowanie odradzam produkty Amazona i inne, nieoferowane przez platformę* (znów sprostowanie: możecie kupić czytnik oddzielnie, nie w ramach abonamentu Legimi, bo niektóre modele są z platformą kompatybilne niezależnie od sklepu, w którym je kupicie; upewnijcie się jednak przed zakupem, czy Legimi na pewno będzie na danym modelu działać).

Podsumowując: warto czy nie warto?

Zdecydowanie warto! Legimi to fantastyczna sprawa jeśli nie jesteście nałogowymi bibliofilami, a po prostu chcecie czytać. Zachwyca mnie, jak dużo nowości pojawia się na portalu w dniu premiery danych tytułów i jak bogata jest baza dostępnych ebooków. A abonament bez limitu to czyste złoto. Lubię to, że mogę czytać właśnie w tych sytuacjach, kiedy nie mogłabym wyciągnąć książki papierowej. Na koniec mała rada, z której ja z pewnością bym skorzystała – jeśli planujecie kupić czytnik, ale nie czytacie po angielsku i też raczej nie planujecie, skorzystajcie z oferty abonamentu z czytnikiem.

*wpis powstał we współpracy z Legimi