Moje pierwsze spotkanie z twórczością Tarryn Fisher nie było najlepsze. Po «Never never» przypięłam jej łatkę pisarki niedorównującej talentem Colleen Hoover. O ja naiwna! Teraz role zupełnie się odwróciły, twórczość Fisher zdecydowanie stawiam wyżej, ale do tematu książek Hoover jeszcze wrócę.

Widziałam zapowiedzi, że «Bogini niewiary» jest nieco inna, niż poprzednie powieści autorki. Zaintrygowało mnie to i nie mogłam zwlekać z lekturą, zabrałam więc książkę na weekendową wycieczkę do Torunia, spędzając przy niej 3 godziny w jedną i 3 godziny w drugą stronę. Lepszego wyboru na lekturę do pociągu nie mogłam dokonać!

Young Adult, które okazuje się być New Adult i oklepane motywy, które podbijają moje serce

Okładka, specyficzna przesłodzona czcionka, a nawet sam opis sugerowały mi, że to Young Adult; że Yara i David mają po 16/17 lat i przeżywają szkolną miłość. Jakież było moje zdziwienie (i ulga!), że to New Adult i to w takim wydaniu, jakie lubię. Dojrzali, acz nie do końca, bohaterowie, miłość ze wzlotami i upadkami, muzyka w tle, namiętność i zazdrość. M.in. przez muzykę pokochałam «Maybe someday», stąd moja radość, kiedy okazało się, że i Tarryn postanowiła wykorzystać ten oklepany motyw. No właśnie. Fisher zdecydowanie nie napisała nic odkrywczego, skorzystała ze schematów starych jak świat i to mogłoby dyskredytować tę książkę. A jednak nie, jednak udało jej się przyciągnąć moją uwagę i szybko rozkochać mnie w tej historii.

Co z tą Colleen Hoover i dlaczego przestałam ją kochać

Zmęczona poważną literaturą, postanowiłam sięgnąć po jakieś niewymagające czytadło. Przecież jak sięgnę po jeden lekki tytuł to nic mi się nie stanie. Padło na wspomniane już «Maybe someday», które pokochałam całym sercem i bardzo przeżywałam historię Sydney i Ridge’a. Potem sięgnęłam po «Ugly love» i «Hopeless», które również bardzo mi się podobały. Nasz związek zaczął się psuć przy «Never never», i to by było na tyle. Ukochana Colleen stała się tą znienawidzoną (chociaż może to jednak za duże słowo). Zaczęły przeszkadzać mi jej przesłodzone historie, które zawsze mają dokładnie ten sam przebieg. W międzyczasie odkryłam Tarryn Fisher, którą jeszcze jakiś czas temu uważałam za niegodną pisania książki z Hoover. Uważałam, że to właśnie Tarryn popsuła «Never never» i odebrała mu potencjał, który tkwił w tej historii. A teraz? Teraz połykam jej kolejne mroczne historie. «Boginią niewiary» jednak mnie zaskoczyła.

Nie za słodko, jak na Tarryn?

To książka zdecydowanie z stylu Hoover. Słodki romans z przeszkodami jakoś nie pasowałby mi wcześniej do Fisher, ale teraz mogę stwierdzić, że autorka zdecydowanie się odnalazła w tego typu historii. Jest słodko, ale zdecydowanie widać tu pióro Tarryn. Przy «Bad mommy», «Ciemnej stronie» i «Margo» trochę przerażało mnie, co siedzi autorce w głowie, że tworzy takie porypane, psychiczne historie. W «Bogini niewiary» także można odnaleźć szczyptę tego niepokojącego klimatu i za to jeszcze bardziej kocham tę książkę. To romans, który mogłaby napisać Colleen, ale na szczęście tego nie zrobiła, bo zepsułaby tę historię. Kocham Tarryn jeszcze bardziej, że stworzyła tę powieść, odbiegającą nieco od znanych mi jej wcześniejszych dzieł. Eksperyment zdecydowanie uznaję za udany.

Podsumowując

Czy już pisałam, jak bardzo kocham tę historię? Jak pokochałam Yarę i Davida? «Bogini niewiary» jest pokręcona, zabawna i niesamowicie urocza. Czyta się ją błyskawicznie, a kończąc ją było mi strasznie przykro, że muszę rozstać się z głównymi bohaterami. Tarryn to moja nowa królowa romansów NA (które znienawidziłam m.in. przez Hoover) i mam nadzieję, że to nie ostatni taki eksperyment.

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu SQN

 

 

NA SKRÓTY

«Bogini niewiary» to zupełnie nowy obraz Tarryn Fisher. Autorka znana jest z mrocznych i pokręconych historii, a teraz swoich sił spróbowała w typowym romansie New Adult. Żeby bardziej podkreślić, że to NA, sięgnęła po oklepane motywy: muzyk, barmanka, miłość i zazdrość, trudne dzieciństwo i walka z demonami przeszłości. Czy ta książka mogła być bardziej schematyczna? A mimo to uwielbiam każdy rozdział. Zakochałam się w historii Yary i Davida i chociaż byłam nieco zdziwiona, że Tarryn napisała tak słodką historię, widać w niej nutkę ciemnej duszy autorki. Eksperyment uważam za udany i nową książkę Fisher polecam wam z ręką na sercu.