Miałam ostatnio przesyt literaturą przyrodniczą. Po początkowym zachwycie, z czasem, przez powtarzanie się w kolejnych książkach tych samych informacji, odczułam znużenie i zniechęcenie. I wtedy na mojej drodze stanęła «Terra insecta».

Pewnie pierwsza wasza myśl będzie podobna do mojej: “książka o robalach? Fujjjjj.” Ja dokładnie tak o niej pomyślałam, ale mimo to postanowiłam dać jej szansę. I nie żałuję ani minuty poświęconej na lekturę.

Kto by chciał czytać o robalach

Przyznajcie sami, owady to ostatnia rzecz, o jakiej chce się czytać. Co fascynującego może być w tych odrażających, uprzykrzających życie robalach? Okazuje się, że może, i to bardzo dużo. Wystarczy już sam fakt, że gdyby nie te robale, nie mielibyśmy szans przeżyć na naszej planecie i jeśli myślimy o terraformowaniu jakiejkolwiek innej, muszą się one znaleźć na pokładzie statku kosmicznego. Czy już samo to nie sprawia, że stają się odrobinę sympatyczniejsze? Nie będę kłamać, że po książce Anne Sverdrup-Thygeson pokochałam wszystkie owady, ale na pewno nabrałam do nich, a raczej do ich pracy, większego szacunku.

Terra insecta - Anne Sverdrup-Thygeson

Humor, skracanie dystansu i rzucanie sucharami

To co najbardziej lubię w literaturze popularnonaukowej (i bardzo często podkreślam w swoich tekstach na jej temat) to humorystyczne podejście do poruszanych zagadnień. Nauka przekazywana w tej sposób jest dużo łatwiej przyswajalna, a dodatkowo humor sprawia, że dystans między nami a autorem książki, często wykładowcą akademickim, znacznie się skraca. Nie inaczej jest w przypadku «Terra insecta». Anne Sverdrup-Thygeson jest profesorką na Norweskim Uniwersytecie Nauk Przyrodniczych, ale w swojej książce opowiada w owadach w taki sposób, jakby rozmawiała z koleżanką i chciała ją jak najbardziej zainteresować, przemycając do opowieści suchary i zabawne porównania. I już sam ten fakt sprawia, że «Terra insecta» będzie wysoko w moim rankingu najlepszych książek 2019 roku.

«Terra insecta» a obrzydliwości

Rozumiem, że czytanie o insektach może brzydzić.Trochę obawiałam się lektury książki Svedrup-Thygeson właśnie z tego powodu (a czytałam już co nieco o owadach, dokładniej o ich seksie). I chociaż «Terra insecta» nie obywa się bez kilku fragmentów, podczas lektury których wzdrygałam się, a czasem nawet zasłaniałam oczy (jakby to mogło w czymś pomóc), muszę przyznać, że autorce za każdy razem udało się świetnie wybrnąć z takiego mniej przyjemnego opisu, wyjaśniając ciekawie, skąd takie, a nie inne zachowania i obrzydliwości. Od razu zaznaczę, że podobnych akapitów jest naprawdę niewiele, więc nie zniechęcajcie się z ich powodu.

Terra insecta - Anne Sverdrup-Thygeson

Podsumowując

«Terra insecta» pełna jest fascynującej wiedzy na temat owadów, podanej w lekkim i humorystycznym stylu. Nie obejdzie się bez kilku mniej smacznych fragmentów, ale nawet one zostały przez autorkę opatrzone odpowiednimi wyjaśnieniami. Jestem zachwycona tym tytułem i mimo początkowych obaw, cieszę się, że się przełamałam i zdecydowałam na lekturę. Na pewno będę teraz trochę inaczej patrzeć na insekty.

 

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova