Spotkałam się jakiś czas temu z koleżanką na kawie. Zapytała mnie, co ciekawego ostatnio przeczytałam i kiedy chciałam jej opowiedzieć o tej książce, miałam jedną wielką pustkę w głowie, mimo że ogromnie mi się ona podobała.

Mówi się, że czytanie książek dodaje mądrości, ale ja niejednokrotnie przyłapuję się na tym, że czuję się głupsza po lekturze, niż przed. I wcale nie chodzi o to, że przeczytałam jakieś czytadło, które pozbawiło mnie kilku szarych komórek.

Zdarza mi się trafiać na tytuły, które bardzo mi się podobają, ale nie jestem w stanie ani opowiedzieć dokładniej, o czym one są, ani poddać je jakiejś głębszej analizie. Brakuje mi po prostu słów, odpowiedniego aparatu, aby przeanalizować dokładniej to, co właśnie przeczytałam. Efekt? Jestem w stanie tylko rzucić: „ta książka była świetna, polecam!”.

Kiedy w głowie przelatuje mi milion myśli, emocji, zachwytów, moja usta nie są w stanie wyartykułować choćby połowy z nich. Chciałabym dokładniej opowiedzieć, czemu dany tytuł tak mnie zachwycił, co najbardziej mi się w nim podobało, czemu warto przeczytać tę książkę, a tu pustka w głowie pod względem słów. Czuję zachwyt, ale nie potrafię go ubrać w odpowiednie słowa. I tak właśnie ostatnio miałam czytając «Miłość» Ignacego Karpowicza.

Na portalu Lubimy czytać tytuł ten nie zbiera zbyt dobrych opinii. Już sama średnia mocno mnie zdziwiła – poniżej 6 gwiazdek. Pamiętam też, że zaraz po premierze na bookstagramie pojawiały się ostrożne, wyważone opinie pełne wątpliwości, jak właściwie ocenić tę książkę. Ja nie mam z tym najmniejszych problemów – jestem totalnie kupiona i zachwycona. Ale czym? No właśnie, tu pojawia się problem.

Miłość - Ignacy Karpowicz

Karpowicz porusza temat homoseksualizmu, ale skupia się na przyjaźni i miłości. W swojej książce pokazuje kilka historii, wszystkie jednak są pełne lęku, niepewności i smutku. Wydaje mi się, że to bardzo ciekawy obraz zawierający wciąż obecne negatywne emocje względem homoseksualistów. Czytając tę książkę, pierwszą Karpowicza w moim życiu, zastanawiałam się, ile własnych doświadczeń przelał na nią autor, ile własnych lęków. Myślę, że te negatywne opinie pokazują, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na taką literaturę, że wciąż jest za wcześnie.

Oprócz samej treści, zachwycił mnie też styl autora, to, jak pięknie operuje słowem, dostosowując je do realiów danych czasów. W «Miłości» mamy i czas międzywojnia, ale także trochę science fiction. W tym drugim przypadku autor bawi się w słowotwórstwo, trochę nawiązując do obecnej sytuacji politycznej, co dla mnie było fantastycznym smaczkiem, jakimś takim przytykiem, satyrą.

Chciałabym napisać o «Miłości» Karpowicza wiele więcej, ale na tym kończą się niestety moje możliwości. Jestem ciekawa, czy wam też zdarza się czuć głupim po lekturze jakiejś książki, ale głupim w pozytywnym znaczeniu. A może czytaliście książkę, o której wspominam, ale inaczej ją odebraliście? Dajcie koniecznie znać.