Internet otworzył przed nami możliwości, o jakich nigdy byśmy nie śmieli. Weźmy takie blogi. Kiedyś prowadziliśmy je dla czystej zabawy, wyczekiwaliśmy komentarzy pod mało ambitnymi wpisami, teraz to praca na pełen etat, a blogerów coraz częściej nazywa się infuencerami. Ale czy blogi mają przed sobą przyszłość?

Stopniowo prowadzenie własnych stron zaczęło łączyć się z obowiązkiem posiadania powiązanych kont w mediach społecznościowych. Pisanie tekstów i publikowanie ich na własnym poletku przestało być wystarczające. Teraz trzeba mieć jeszcze przynajmniej stronę na Facebooku i konto na Instagramie. O Google+, Tweeterze, Snapchacie itp. już nie mówię. Mam wrażenie, że wszystkie te media zaczynają wypierać naszą blogową działalność. Zdecydowanie więcej osób przeczyta nasz krótki post na FB i obejrzy zdjęcia na IG, niż przeczyta długi wpis, któremu trzeba poświęcić nieco więcej czasu.

Blogi książkowe a booktube

Diana jakiś czas temu napisała ciekawy wpis o zarabianiu na blogu książkowym. Pomijając kwestię, czy za recenzje książek powinniśmy brać pieniądze (ja uważam, że tak), moją uwagę zwrócił komentarz pewnego youtubera, a dokładniej booktubera, jeśli chcemy trzymać się szczegółów. Czy na blogu książkowym można zarabiać, kiedy booktuberzy robią to od dawna i na swojej działalności wychodzą dużo lepiej niż my? Jaki jest tego powód? Odpowiedź jest prosta, ale już jej rozwinięcie – nie bardzo. Mam wrażenie, że ludzie zaczynają wybierać filmy zamiast tekstu i blogerzy stopniowo przegrywają tę bitwę. Niedawno robiłam na swoim InstaStory małą ankietę, która początkowo miała być tylko na mój prywatny użytek. Zapytałam was tam m.in. o to, czy wolicie blogi (ogólnie, nie konkretnie książkowe), czy kanały na YouTube: 70% (426 osób) wskazało YT. A w przypadku książkowej działalności, za booktubem opowiedziało się 57% (380 osób).

Królowa cukru - Natalie Baszile

Żeby nie zostać w tyle

Zobaczcie sami. Coraz więcej influencerów zakłada kanały na YouTube, aby nie zostać w tyle i nie stracić zainteresowania swoich czytelników. Ludziom nie wystarczy już tekst pisany, który wymaga nieco więcej skupienia. Dużo łatwiej jest obejrzeć filmik, bo właściwie czasem nawet nie trzeba go oglądać – można po prostu wysłuchać, co jakiś czas zerkając na ekran, w tym samym czasie zajmując się czymś innym. Jak można z tym konkurować? I kiedy staliśmy się tak leniwi? Przyszedł czas, że i ja postanowiłam założyć kanał. Zauważyłam, że wpisy z kategorii GŁUCHY ŚWIAT cieszą się największym zainteresowaniem i chciałam tę popularność wykorzystać. Chciałam nie tylko opowiadać wam o naszym świecie, ale również oswoić z językiem migowym, może nawet zachęcić do nauki? W przypadku POMIGANE nie da się jednak oglądać vlogów w tle (miganie + napisy).

Przeszłam na ciemną stronę mocy

Ja sama kiedyś czytałam/obserwowałam bardzo dużo blogów. Teraz ograniczam się do kilku ulubionych, ale je także czytam na wyrywki. Nie wyczekuję niecierpliwie nowych treści, a po prostu czytam wpisy, jeśli temat mnie zainteresuje. Kiedyś od blogów byłam uzależniona. Teraz uzależniona jestem od Instagrama. A co z YouTube? W moim przypadku to temat nieco skomplikowany, ale kiedy odkryłam, że są kanały, które mają polskie napisy (a pojawia się takich coraz więcej), to moja ulubiona rozrywka w czasie przerwy w pracy.

Czy blogi mają szansę wygrać z mediami społecznościowymi? Czy nie da się już spokojnie publikować treści bez atakowania czytelników z każdej strony? I czy sami czytelnicy zaglądaliby do nas, gdyby nie nasze kanały na IG, FB czy YT? Co o tym myślicie?