Czy czytelnicy doceniają tłumaczy?


Felietony / niedziela, Listopad 19th, 2017

Niejednokrotnie zachwycam się powieściami zagranicznych pisarzy, doceniając nie tylko ciekawą fabułę, ale także kunszt literacki. I mówię tutaj o książkach wydawanych w Polsce, bo nie zdarza mi się czytać literatury zagranicznej w oryginale. Czy jednak zwracam w ogóle uwagę na to, że czytam nie powieść w jej prawdziwej postaci, a przekład? Nie, a właściwie zazwyczaj nie. I tu tkwi pewien problem.

Ostatnio na instagramie ktoś zwrócił mi uwagę na zagadnienie przekładów. Zachwycając się bądź krytykując literaturę zagraniczną, nigdy w swoich recenzjach nie poświęcam uwagi tłumaczom i właściwie do tej pory, do tego jednego komentarza, nie zwróciłam na to uwagi. A przecież tłumacze robią kawał dobrej roboty i to, że książka zagranicznego autora w języku polskim wciąż budzi zachwyt, jest w dużej mierze zasługą właśnie ich. Bo nawet tekst napisany najpiękniejszą angielszczyzną można przetłumaczyć na język potoczny, a wtedy krytyka spadnie na autora. Jak mogłam nie zwrócić uwagi na tak ważną rzecz?

Czy rzeczywiście nie doceniamy w Polsce osób zajmujących się przekładem? Ja zdecydowanie tak. Zawsze gdy zachwycam się językiem, hołd oddaję autorowi, nie poświęcając prawie wcale uwagi osobie, która włożyła ogrom pracy, aby przetłumaczyć tekst w sposób zachowujący pierwotny styl pisarza. Czasem podziwiam ich kreatywność, gdy muszę przełożyć jakieś powiedzenie, które dla nas będzie zrozumiałe, grę słów czy wiersz, który koniecznie musi się rymować (nie mówię o wielkiej poezji, ale o utworach uzupełniających fabułę danej powieści). A przecież to jest tylko kropla w morzu.

Zdecydowanie częściej wybieram literaturę zagraniczną i przygotowując ten wpis zaczęło mnie zastanawiać, ile powieści zostało nieco ‚poprawionych’ przez naszych tłumaczy? Oczywiście będą też przypadki tłumaczenia słabego, ale te trafiają się rzadziej (albo ja winę zwalam na słabą fabułę).

Muszę przyznać, że od teraz zdecydowanie bardziej będę doceniać tłumaczy. Mam nadzieję, że nie zapomnę o nich przy pisaniu recenzji, kiedy język rzeczywiście mnie zachwyci. Wy też nie zapominajcie o ich pracy i sporym wkładzie w to, aby powieść trzymała poziom także po przekładzie na nasz język. 

 

  • Chmm zawsze w recenzjach piszę, że styl autora był cudowny, ale zapominam, że przecież sporą robotę odwalił tutaj tłumacz. Najczęściej zwracam uwagę na tłumacza, gdy dosłownie daje się odczuć, że tłumaczenie jest do dupy. 😀

    • PS. Świetny post. Pojawi się u mnie w następnym ,,Warto zajrzeć” 🙂

      • Dzięki 💕 A co do tłumaczy, przyłapałam się dokładnie na tym samym – gdy styl mnie zachwyca, wszystkie laury zbiera autor, a przecież tłumacz musiał włożyć sporo pracy w przekład, aby miał on właśnie taką formę a nie inną.

  • Pingback: Podsumowanie listopada()