Lubię powieści obyczajowe, ale raczej unikam książek polskich pisarek, ponieważ kiedy postanawiam dać im szansę, rzadko kiedy dobrze się to kończy i mój zawód tylko rośnie i rośnie. Moją królową w tym gatunku jest Monika Szwaja i to się nie zmieni. Jednak wiele dobrego słyszałam o książkach Magdaleny Witkiewicz, dlatego postanowiłam sięgnąć po jej najnowszą powieść – «Czereśnie zawsze muszą być dwie».

Zosia jest nieśmiałą dziewczyną i stara się być posłuszną córką. Nie ma za dobrych relacji z rówieśnikami, ale mimo to postanawia wybrać się z nimi pewnego dnia na wagary, czym nieświadomie rozpoczyna nową drogę w swoim życiu. Na początku tej drogi staje pani Stefania, po śmierci której Zosia otrzymuje w spadku starą willę pod Łodzią. Willę z duszą i mroczną historią…

To moja pierwsza książka Magdy Witkiewicz, więc zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Tytuł sugerował mi, że to będzie romans z czereśniami w tle. Był romans, a nawet kilka, ale te wyczekiwane czereśnie pojawiają się dopiero na końcu, a powieść okazała się opowiadać zupełnie inną historię, niż ta, która chodziła mi po głowie.

«Czereśnie zawsze muszą być dwie» okazała się być całkiem miłą lekturą, aczkolwiek w trakcie czytania nie mogłam odpędzić się od myśli, że czegoś mi brakuje, że coś mnie drażni i nie mogę się tą książką zachwycić tak, jak na to liczyłam. Jeśli chodzi o samą historię – jest świetna. Zarówno wątek z teraźniejszości, jak i przeszłości (zwłaszcza ten drugi i stopniowe dawkowanie go, trzymając tym samym czytelnika w napięciu) bardzo mi się podobały. To, jak Zosia próbowała ułożyć sobie życie na nowo, jak Szymon walczył z traumą z przeszłości, a wreszcie wspólna historia tych obojga tworzą ciepłą i mądrą opowieść. Jednak…

Nie do końca odpowiadał mi styl dialogów. Czułam niekiedy, że są sztuczne – tym bardziej, im bardziej autorka sili się na naturalność – niekiedy zbyt wymuskane, odarte z potoczności. Zbyt poetyckie! Może się czepiam, ale obok niedopasowanych imion bohaterów, to właśnie na dialogi zwracam największą uwagę i bardzo często to one psują mi przyjemność z lektury. W «Czereśnie zawsze muszą być dwie» nie ma tragedii i książkę oceniam pozytywnie, ale… Sztuczność języka w dialogach sprawiła, że nie ciągnie mnie do kolejnych powieści pisarki. Prawdopodobnie kiedyś sięgnę jeszcze po inne tytuły, ale to będzie raczej na zasadzie “kiedy wpadną mi w ręce”, a nie dlatego, że nie mogę się doczekać spotkania z kolejnymi powieściami spod pióra Witkiewicz. Szkoda, że dialogi nie zostały zachowane w takim samym naturalnym stylu jak podziękowania autorki na końcu książki.

 

Podsumowując: «Czereśnie zawsze muszą być dwie» to bardzo ciepła książka i przyjemnie spędziłam przy niej czas, ale niestety nie zakochałam się w piórze Magdy Witkiewicz tak, jak na to liczyłam.

 

Werdykt: TO READ

 

«Czereśnie zawsze muszą być dwie» kuszą piękną okładką i intrygującym tytułem, a nazwiska autorki nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W moim przypadku to pierwsze spotkanie z twórczością Magdy Witkiewicz i po tych wszystkich zachwytach, jakie widziałam w blogosferze nad jej książkami, nastawiałam się na to, iż ja także będę zachwycona. «Czereśnie» okazały się być dobrą i mądrą książką, ale kilka mankamentów nie pozwala mi jej ocenić tak pozytywnie, jak bym chciała.