«Simona oraz innych homo sapiens» (albo «Twojego Simona», jak kto woli) przeczytałam zupełnym przypadkiem i nawet nie zebrałam się w sobie, żeby napisać jego recenzję. Za to lektura «Leah gubi rytm» była jak najbardziej zaplanowana.

Intrygowało mnie tym bardziej to, że w sieci pojawiły się zarówno głosy zachwytu, jak i jęki rozczarowania. Jak myślicie, w której grupie jestem?

Marzec pod znakiem młodzieżówek

«Leah gubi rytm», chociaż kusiła świetną miętową okładką, musiała trochę poczekać na swoją kolej. Na jej niekorzyść przemawiało to, że gdybym nie dostała jej od wydawnictwa, trzymałabym się od tej książki z daleka. W «Simonie…» postać Leah tak bardzo mnie irytowała, że naprawdę nie czułam potrzeby zgłębiać jej historii. Ale książka leżała na półce, wyrzuty sumienia rosły, aż wreszcie zadysponowałam, że miniony marzec będzie dla mnie miesiącem młodzieżówek. Przez ten miesiąc postanowiłam wyczytać cały młodzieżówkowy zapas, jaki miałam, aby móc potem od nich świadomie i bez wyrzutów sumienia odpocząć. Niespodziewanie, książka Becky Albertalli okazała się najlepszą młodzieżówką ze wszystkich przeczytanych w ubiegłym miesiącu.

Leah gubi rytm - Becky Albertalli

Cukierkowy Simon czy Gburowata Leah?

«Simon oraz inni homo sapiens», mimo ważnej tematyki, jaką porusza (homoseksualizm nastolatków i coming out) jest bardzo cukierkową książką. Podejrzewam, że większość czytelniczek, podczas lektury, a nawet po, wzdychała do marzenia o takim przyjacielu. Ja sama nie miałabym nic przeciwko temu. Simon jest uroczy, ale nie wszyscy jego przyjaciele też mogą pochwalić się tą cechą. Tak jak właśnie Leah, której ciągle coś nie pasuje, która jest gburowata i pyskata. Z takimi osobami raczej ciężko się przyjaźnić. I właśnie przez to pałałam do jej postaci taką niechęcią. Uważałam, że jest najsłabszym ogniwem i psuje cukierkową rzeczywistość Simona. Skąd więc pomysł na książkę, w której to ona jest główną bohaterką? Okazuje się, że (moim zdaniem) to strzał w dziesiątkę.

Odnalazłam siebie w głównej bohaterce

Taka gburowatość nie bierze się znikąd, więc Leah okazała się idealną bohaterką do opowiedzenia jej własnej historii. I jak w «Simonie…» kompletnie nie mogłam jej znieść, tak w «Leah gubi rytm» (prawie) totalnie ją pokochałam, bo okazało się, że jesteśmy do siebie bardzo podobne. Leah jest perfekcjonistką, mając jednocześnie mało pokładów wiary we własne umiejętności. Nie dopuszcza do siebie pochwał od innych, zachwytów jej grafikami. Uważa, że jest gruba i brzydka, nie mieszka w pięknym wielkim domu, jak jej znajomi, a z pieniędzmi jest u niej krucho. Ten jej perfekcjonizm oraz kompleksy sprawiają, że stara się odpychać ludzi, zamiast ich do siebie przyciągać, co właściwie w ogóle jej się nie udaje. Dzięki jej własnej powieści lepiej rozumiem zachowanie Leah w «Simonie…» i z irytującej, humorzastej dziewczyny stała się dla mnie kimś realnym, kimś z krwi i kości, kto w jakimś tam procencie jest odwzorowaniem mnie za nastoletnich lat.

Leah gubi rytm - Becky Albertalli

Ale żeby nie było za różowo…

Oczywiście książka nie jest bez wad. Pojawia się wątek, którego bardzo nie lubię w sequelach, ale nie będę zdradzać jaki. Do tego wątek romantyczny momentami staje się naprawdę irytujący. Fantastyczne jest natomiast to, że Simon staje się bohaterem drugoplanowym i dzięki książce o Leah możemy się dowiedzieć, co u niego z takich najważniejszych informacji. Podsumowując: «Leah gubi rytm» okazał się świetnym sequelem, dzięki któremu zmieniłam zdanie co do tytułowej bohaterki. Jeśli macie chęć przeczytać coś lekkiego, warto sięgnąć po tę książkę, ale lepiej wcześniej poznać losy Simona.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu We need YA