Ktoś kiedyś na Instagramie zapytał mnie, jak wygląda moje codzienne życie, jak funkcjonuję w świecie zdominowanym przez słyszących, sama będąc głuchą. Robiąc zakupy, załatwiając sprawy urzędowe, wysyłając dla was paczki na poczcie – siłą rzeczy na każdym kroku spotykam się z barierami komunikacyjnymi.

Dr Justyna Kowal w swojej pracy doktorskiej nazwała głuchych milczącymi cudzoziemcami. Bo właśnie takimi cudzoziemcami jesteśmy. Jesteśmy Polakami, ale na każdym kroku spotykamy się z barierami komunikacyjnymi, jak gdybyśmy przyjechali do zupełnie innego kraju. Podstawą naszej komunikacji jest polski język migowy – język wizualno-przestrzenny. Waszej – język foniczny. Dwa języki na dwóch różnych kanałach. Gdybym w sklepie chciała zamigać do ekspedientki, równie dobrze mogłabym powiedzieć coś po chińsku, efekt byłby taki sam. Wytrzeszcz oczu i brak zrozumienia.

Język polski językiem obcym 

Jest jeszcze kwestia tego, że dla większości Głuchych język polski jest językiem obcym. Brak czy wada słuchu uniemożliwia naturalne przyswajanie, a lekcje w szkołach nie mają odpowiedniego programu nauczania, stąd głuche dzieci mają utrudnioną naukę tego języka już na starcie. Jeśli widzieliście kiedyś komentarz osoby o polskim imieniu i nazwisku, ale napisany łamaną polszczyzną, na 99% został napisany właśnie przez głuchego. Największym problemem jest gramatyka i fleksja, bo ta pierwsza różni się od gramatyki polskiego języka migowego, a drugiej w PJM w ogóle nie ma. Znam Głuchych, którzy operują językiem polskim (w piśmie, ale niekiedy i w mowie) na fantastycznym poziomie, ale ile pracy musieli włożyć w to, żeby nauczyć się biegle języka, którym słyszący Polacy porozumiewają się bez problemu, wiedzą tylko oni sami.

Królowa cukru - Natalie Baszile

Mówi, ale nie słyszy? Jak to tak?!

Ja mam o tyle łatwiej, że zdążyłam nauczyć się biegle języka polskiego w mowie i piśmie zanim straciłam słuch. Ale czy to rzeczywiście ułatwia mi sprawę? Nawet nie wiecie, jak mylące jest dla ludzi to, że mówię. Ile razy spotkałam się z brakiem zrozumienia, że mówię, ale nie słyszę. Były sytuacje w banku czy w przychodni, kiedy odzywałam się fonicznie, zaznaczając od razu, że nie słyszę i prosząc o odpowiedź pisemną na kartce. Zamiast tego usilnie powtarzano po 3-5 razy to samo zdanie, chociaż dawałam wyraźnie do zrozumienia, że nie rozumiem, co mówią. Dzisiaj już nie popełniam tego błędu. Od razu sama piszę na telefonie, co chcę przekazać, udając, że nie mówię fonicznie. Tak jest dużo łatwiej i zaoszczędziło mi to wiele przykrości.

Notatnik w telefonie mym przyjacielem

Jeśli więc zastanawia was, jak sobie radzę w codziennym życiu – właśnie tak. Idąc gdziekolwiek żeby coś załatwić, pod ręką mam telefon, na którym piszę wszystkie komunikaty, które chcę przekazać. W ten sposób większość słyszących automatycznie przestawia się na komunikację pisemną. Bywa, że muszę się tego doprosić, ale jest o niebo lepiej i łatwiej to uzyskać, niż gdy pokazuję, że mówię fonicznie. Ale komunikacja pisemna przecież nie zawsze jest możliwa. Co z konferencjami? Z zajęciami na studiach? Ze spotkaniami autorskimi i różnymi wydarzeniami, które mogą być dla nas, głuchych, niedostępne, ale nie muszą? Jest taki magiczny zawód – tłumacz języka migowego. I wielokrotnie właśnie tłumacze ratują nam życie. Są naszymi uszami, naszym oknem na ludzi.

Nocny film - Marisha Pessl

Tłumacz języka migowego oknem na ludzi

Kiedy w czerwcu do Polski przyjechała Maja Lunde i w warszawskim Empik Junior miało odbyć się spotkanie autorskie, byłam niesamowicie podekscytowana dowiadując się, że będzie ono tłumaczone na PJM. Tyle wspaniałych wydarzeń, akcji, spotkań mi przepada tylko dlatego, że nie ma na nich tłumacza. Kiedy jest ten tłumacz, czuję się nagle równa wam, słyszącym. Czuję, że wreszcie mogę wszystko. A tłumacz na spotkaniu z Mają tak mnie uskrzydlił, że odważyłam się nawet zadać pisarce pytanie. A nigdy tego nie robię, bo zabieranie głosu publicznie mnie paraliżuje. Gdybym nie miała tłumacza na studiach, musiałabym włożyć w nie 300 razy więcej wysiłku niż inni studenci. Gdyby nie tłumacz, nie wiem, czy poradziłabym sobie na rozmowie kwalifikacyjnej i dostała pracę.

Znam biegle język polski, a mimo to tłumacz języka migowego znaczy dla mnie wszystko. Pomyślcie teraz, ile znaczy on dla Głuchych mających z językiem polskim problemy. Moja Głucha przyjaciółka pracuje nad portalem, który ułatwiałby znajdowanie tłumacza i korzystanie z jego usług w sytuacjach prywatnych (bo to wcale nie jest łatwe; profesjonalnych tłumaczy PJM w Polsce jest niestety niewielu). Gdybyście mieli ochotę ją, nas, wesprzeć, kliknijcie TU po szczegóły.

Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić wam, jak funkcjonuję w tym okrutnym świecie. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało.