Czy koniec października to dobry czas, żeby opowiedzieć wam o pewnej świątecznej książce? Mam nadzieję, że tak, bo nawet jeśli nie chcecie jej czytać teraz, to możecie zapisać sobie jej tytuł na później.

Czytanie w październiku «Zwyczajnych cudów» Agnieszki Jeż było ciekawym doświadczeniem, bo daleko mi jeszcze do myślenia o świętach, chociaż te już coraz bliżej. Jednocześnie wydaje mi się, że… ale czekajcie, nie będę zdradzać wszystkiego już na początku! Tym bardziej, że…

Właściwie nie po drodze mi z literaturą obyczajową

Nie czytam zbyt dużo literatury obyczajowej (mimo że mam duszę romantyczki), a jeśli już po nią sięgam, zazwyczaj decyduję się na autorki zagraniczne (najchętniej brytyjskie). Do polskich jestem nieco uprzedzona, bo kilka razy zdarzyło mi się trafić albo na bardzo słabą fabułę, albo na język dla mnie nie do przełknięcia – zbyt wzniosły, za bardzo pouczający, za mocno z radami w stylu Paulo Coelho. Dlatego też zdecydowanie się na lekturę «Zwyczajnych cudów» Agnieszki Jeż było dla mnie małym ryzykiem i trochę skokiem na głęboką wodę. Sięgając po ten tytuł miałam ogromną nadzieję, że dostanę dobrą historię świąteczną i że darowane będą mi męki z tym, czego w polskiej literaturze obyczajowej nie lubię. Na szczęście Jeż pozytywnie mnie zaskoczyła i spędziłam z jej książką bardzo przyjemne godziny.

Zwyczajne cuda - Agnieszka Jeż

Świąteczna książka w październiku?

«Zwyczajne cuda» to pierwszy świąteczny tytuł, który przeczytałam w tym jeszcze nie do końca świątecznym okresie. Nie wiem, czy październik to dobry czas na takie książki, ale przecież wy jak najbardziej możecie po nią sięgnąć późnym listopadem czy już w grudniu. Myślę jednak, że historia, którą stworzyła autorka, nie jest tak do bólu przesiąknięta klimatem i spokojnie nadaje się też do lektury w czasie nieświątecznym. A historia jest naprawdę przyjemna. Jeż zabiera nas do jesiennej Warszawy, która tydzień po tygodniu coraz mocniej rozkręca się świątecznie, aż wreszcie… dostajemy zakończenie, za które ma się ochotę autorkę książki zamordować. Nie żartuję. Nie zdradzę wam jednak szczegółów, bo cała zabawa w tym, żeby samemu się poirytować.

Czy ten pan i pani…

Historia jest raczej z tych prostych, choć nieco zakręconych. Mamy Martę, bibliotekarkę, i Krzysztofa, pracoholika, pracownika pewnej farmaceutycznej korporacji. Mamy też pewne tajemnicze ogłoszenie wywieszone na przystanku autobusowym, które wpłynie na życie ich obojga, niekoniecznie w tym samym czasie. Lubię książki, które pośrednio również są o książkach, a «Zwyczajne cuda» zdecydowanie można do nich zaliczyć. Marta, jako bibliotekarka, prowadzi klub książki i z klubowiczami spotyka się co tydzień. Autorka nie wspomina nam jedynie o tych spotkaniach, ale dosłownie nas na nie zabiera, przez to można się poczuć tak, jak gdybyśmy faktycznie na nich siedzieli. Och, ależ bym chciała podyskutować z Dorotą, Justyną, Kamilą, Iwoną i Sławomirem. Historia Krzysztofa interesowała mnie nieco mniej, chociaż i tu znalazłam pierwiastek porozumienia – rodzinę na Podlasiu, która nie potrzebuje zmian i nadążania za rozwijającym się światem.

Zwyczajne cuda - Agnieszka Jeż

Co mi gra, a co nie

Nie wiem, czy «Zwyczajne cuda» wyróżniają się wśród polskich obyczajówek, ale zdecydowanie to przyjemna książka, którą dobrze się czyta i może zagwarantować kilka (lub jeden, jeśli mocno się wciągniecie) przyjemnych wieczorów. Historia jest miejscami dosyć banalna i nie będę ukrywać, że kilka razy zdarzyło mi się prychnąć nosem na oklepane rzeczy, które w niej znalazłam, ale są one na tyle mało znaczące, że nie przeważyły mojej opinii na niekorzyść. Polubiłam Martę i jej klub czytelniczy, podobał mi się styl autorki, przyjemny w odbiorze, niemęczący wzniosłymi naukami i świątecznym umoralnianiem, sama historia też jest całkiem przyjemna. Ale zakończenie to po prostu torturowanie czytelnika i jeśli oglądaliście netflixowy serial „Home for Christmas”, dobrze mnie zrozumiecie.

Podsumowując

Jeśli lubicie polską literaturę obyczajową i świąteczne historie, zdecydowanie wpiszczcie sobie ten tytuł na listę „do przeczytania”. «Zwyczajne cuda» to przyjemna historia i lektura w sam raz na przedświąteczny czas.

Werdykt: TO READ

*wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Filia