in Books, Literatura młodzieżowa, Romans

„Confess” – Colleen Hoover

at
confess-colleen-hoover

W twórczości Colleen Hoover zakochałam się po przeczytaniu cudownego «Maybe someday» (jednej z moich ukochanych książek) i nieco niegrzecznym «Ugly love». Za sprawą zachwytów fanów autorki sięgnęłam także po jej wcześniejszą powieść, «Hopeless» i również mi się podobała. A później było już tylko gorzej i gorzej. Czy «Confess» udało się jednak mnie zaskoczyć?

Owen jest właścicielem studia, w którym w każdy pierwszy czwartek miesiąca sprzedaje swoje obrazy. Maluje je na podstawie anonimowych wyznań podrzucanych przez obcych ludzi. Przypadkowo do jego studia trafia Auburn, której uwagę przyciągnęło ogłoszenie o pracę. Spotkanie dziewczyny i Owena zmienia ich życie. Choć chemia między nimi jest natychmiastowa, sekrety, które ukrywają oboje, nie pozwalają być im razem.

Ostatnio każda kolejna książka Hoover mnie zawodzi, mimo że wciąż z niecierpliwością wyczekuję nowych powieści tej autorki. «Never never» miało duży potencjał, ale skończyło się kompletnym rozczarowaniem. To samo z «November 9», w którym pisarka wykorzystuje motyw znany ze świetnej powieści David Nichollsa – «Jeden dzień». Strasznie rozczarowała mnie ta książka, ale mimo wszystko miałam nadzieję, że z «Confess» będzie inaczej.

Podoba mi się wątek z wyznaniami i obrazami, które na ich podstawie maluje Owen. I właściwie to by było tyle, jeśli chodzi o plusy tej powieści i oryginalność. Cała reszta to oklepane wątki, które znajdziemy w większości romansów young i new adult, a wiele z nich pojawiło się też w poprzednich książkach Hoover. Mam wrażenie, że pisarce skończyły się już pomysły i idzie kompletnie utartym torem, który sprawdza się przy każdej kolejnej historii. Fani i tak są przecież zachwyceni. Do niedawna wydawało mi się, że ja też jestem fanką, ale najwidoczniej podobały mi się po prostu jej wybrane powieści…

Denerwuje mnie to, że Colleen Hoover idzie na łatwiznę. Jej bohaterowie niemalże w każdej książce zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Przypadkowe spotkanie sprawia, że nie mogą o sobie zapomnieć i od razu czują, że to miłość na całe życie, przeznaczenie itd. Czemu? Czemu nie można trochę potrzymać czytelnika w niepewności? Czemu nie może minąć trochę czasu, zanim główni bohaterowie naprawdę zwrócą na siebie swoją uwagę? Wiem, że od romansów nie powinnam wiele wymagać, ale ile można trzymać się tego samego schematu…

Zawiodłam się. Nie tak bardzo, jak przy słabym «November 9», ale niestety «Confess» utrzymuje moje przekonanie, że Hoover skoczyły się pomysły i wcale nie jest taką fantastyczną pisarką. Nowa powieść autorki jest poprawna, miło i szybko się ją czyta, ale w ostatecznym rozrachunku nie jest to nic, czym mogłabym się zachwycić tak jak w przypadku «Maybe someday».

 

 

Werdykt: TO READ (ale bardzo bardzo słabe)

 

«Confess» to kolejna książka Hoover, która mnie rozczarowała. Po cudownym «Maybe someday» i «Ugly love» myślałam, że znalazłam moją ulubioną autorkę romansów new adult, ale niestety każdy kolejny tytuł okazuje się być słaby i oklepany. Autorka korzysta z utartych schematów i wątków, które znajdziemy w innych jej powieściach. Jedyny oryginalny pomysł, który odnotowuję na plus, to wyznania, na podstawie których główny bohater maluje obrazy. Niestety to nie wystarcza, abym mogła zachwycić się tą książką

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Hm, teraz zastanowię się dwa razy zanim ją kupię. A już była prawie na czele listy.