Miniony weekend był weekendem pełnym dramaturgii i determinacji. Jeden, do tej pory mało znany człowiek po raz siódmy próbował spełnić swoje marzenie. A kiedy coś poszło bardzo nie tak, na ratunek rzucili się jego współbracia. Zupełnie bezinteresownie. A internet zawrzał.

Nasza – książkoholików, bibliofilów – pasja jest prosta, spokojna. Niczego nie ryzykujemy. W przeważającej mierze jesteśmy domatorami, lubimy ciszę, ciepło, wygodny fotel. Największa tragedia, jak może nas spotkać w związku z oddawaniem się tej pasji to wyczerpanie baterii w czytniku, brak wyczekiwanej książki w bibliotece, wydatki, które nie pozwalają nam zaopatrzyć się we własny egzemplarz, brak miejsca na nowy regał. Zamiast życia pełnego adrenaliny wybieramy ucieczkę w świat wyobraźni. Czasem podczas tej ucieczki płaczemy, czasem denerwujemy się, zdarza się też nam śmiać. Podczytujemy, gdzie się da. W tramwaju, autobusie, pociągu, podczas przerwy w pracy, a nawet w kolejce do kasy w supermarkecie. Czy oddajemy się tej pasji cali sobą? Ja tak. Nie wyobrażam sobie nie przeczytać chociażby kilku stron dziennie. Czy książki to mój nałóg? Tak. Muszę co jakiś czas przeczytać choćby pół strony, tak jak palacz musi zapalić, bo inaczej zaczną mu się trząść ręce. Ludzie mają najróżniejsze pasje. Jak kocham książki, ktoś inny robić na drutach, jeszcze inni jeżdżą na wszystkie konwenty tatuaży lub… wspinają się po ośmiotysięcznikach. Dlaczego nie potrafimy tego zaakceptować i uszanować?

Andrzej Pągowski – Ciszej nad tą górą, 2018

To, co dzieje się obecnie w Internecie w związku z Nanga Parbat i dramatem Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol sprawia, że jeszcze bardziej wątpię w nasz naród. Z jednej strony pojawiają się tacy herosi, którzy potrafią rzucić wszystko byle ratować cudze życie, z drugiej zaś ludzie siedzący w domach sączą tyle jadu. Mam wrażenie, że Polacy, jak nikt inny, wiedzą, jak coś zrobić najlepiej: jak wejść na niebezpieczną górę, kogo ratować albo nie ratować. „Czemu tak wolno? Czemu nie wchodzicie dalej? Czemu w ogóle ich ratujecie, przecież weszli tam na własną odpowiedzialność? Jak można to zrobić swoim dzieciom?” etc. Siedząc w bezpiecznych czterech kątach zawsze łatwo jest się wymądrzać. A może warto spróbować zrozumieć, czym jest pasja?

Człowiek, który kocha coś ponad życie, nie będzie w stanie z tego zrezygnować. Nigdy. Doskonałym przykładem jest sama Revol, która już raz przeżyła dramat i podczas wspinaczki straciła partnera. Zawiesiła swoją pasję na 4 lata, ale nie potrafiła zrezygnować z niej zupełnie. Góry wciąż ją wołały. Co z tego, że to niebezpieczne, że „po co, co jej po tym”. Tomasz Mackiewicz wracał na Nanga Parbat siedem razy, mimo że miał żonę i trójkę dzieci. Jestem pewna, że doskonale sobie zdawał sprawę, że kiedyś może nie wrócić do domu. Czy gdyby zrezygnować ze wspinania się, byłby szczęśliwy? Dobrym przykładem jest też Robert Kubica, kierowca najszybszych pojazdów świata, któremu Formuła 1 nie wystarczała, bo tak kochał się ścigać. W jednym z rajdów, tuż przed nowym sezonem Grand Prix, prawie stracił życie. Czy to go czegoś nauczyło? Czy nagle zaczął unikać jakichkolwiek pojazdów? Nie, bo nie potrafił zrezygnować ze swojej miłości.

Pasja jest uzależnieniem, czymś, bez czego nie możemy żyć. Możemy próbować z nią walczyć, ale prędzej czy później do nie wrócimy, bo daje nam szczęście. Jedni wybierają pasję spokojną, inny ekstremalnie niebezpieczną. Nie nam decydować o cudzych wyborach, a tym bardziej wtrącać się w nie i wymądrzać. Uszanujmy to, że jedna osoba będzie z zapałem dziergać szaliki, inna zaś wspinać się na niebezpieczną górę i ryzykować życie dla spełnienia swojego marzenia. Uszanujmy to, że pasje są różne, że każdy ma wybór, jak chce spędzić swoje życie.