Ciszej nad tą górą, czyli czym jest pasja i czemu Polacy jej nie rozumieją


Felietony / poniedziałek, Styczeń 29th, 2018

Miniony weekend był weekendem pełnym dramaturgii i determinacji. Jeden, do tej pory mało znany człowiek po raz siódmy próbował spełnić swoje marzenie. A kiedy coś poszło bardzo nie tak, na ratunek rzucili się jego współbracia. Zupełnie bezinteresownie. A internet zawrzał.

Nasza – książkoholików, bibliofilów – pasja jest prosta, spokojna. Niczego nie ryzykujemy. W przeważającej mierze jesteśmy domatorami, lubimy ciszę, ciepło, wygodny fotel. Największa tragedia, jak może nas spotkać w związku z oddawaniem się tej pasji to wyczerpanie baterii w czytniku, brak wyczekiwanej książki w bibliotece, wydatki, które nie pozwalają nam zaopatrzyć się we własny egzemplarz, brak miejsca na nowy regał. Zamiast życia pełnego adrenaliny wybieramy ucieczkę w świat wyobraźni. Czasem podczas tej ucieczki płaczemy, czasem denerwujemy się, zdarza się też nam śmiać. Podczytujemy, gdzie się da. W tramwaju, autobusie, pociągu, podczas przerwy w pracy, a nawet w kolejce do kasy w supermarkecie. Czy oddajemy się tej pasji cali sobą? Ja tak. Nie wyobrażam sobie nie przeczytać chociażby kilku stron dziennie. Czy książki to mój nałóg? Tak. Muszę co jakiś czas przeczytać choćby pół strony, tak jak palacz musi zapalić, bo inaczej zaczną mu się trząść ręce. Ludzie mają najróżniejsze pasje. Jak kocham książki, ktoś inny robić na drutach, jeszcze inni jeżdżą na wszystkie konwenty tatuaży lub… wspinają się po ośmiotysięcznikach. Dlaczego nie potrafimy tego zaakceptować i uszanować?

Andrzej Pągowski – Ciszej nad tą górą, 2018

To, co dzieje się obecnie w Internecie w związku z Nanga Parbat i dramatem Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol sprawia, że jeszcze bardziej wątpię w nasz naród. Z jednej strony pojawiają się tacy herosi, którzy potrafią rzucić wszystko byle ratować cudze życie, z drugiej zaś ludzie siedzący w domach sączą tyle jadu. Mam wrażenie, że Polacy, jak nikt inny, wiedzą, jak coś zrobić najlepiej: jak wejść na niebezpieczną górę, kogo ratować albo nie ratować. „Czemu tak wolno? Czemu nie wchodzicie dalej? Czemu w ogóle ich ratujecie, przecież weszli tam na własną odpowiedzialność? Jak można to zrobić swoim dzieciom?” etc. Siedząc w bezpiecznych czterech kątach zawsze łatwo jest się wymądrzać. A może warto spróbować zrozumieć, czym jest pasja?

Człowiek, który kocha coś ponad życie, nie będzie w stanie z tego zrezygnować. Nigdy. Doskonałym przykładem jest sama Revol, która już raz przeżyła dramat i podczas wspinaczki straciła partnera. Zawiesiła swoją pasję na 4 lata, ale nie potrafiła zrezygnować z niej zupełnie. Góry wciąż ją wołały. Co z tego, że to niebezpieczne, że „po co, co jej po tym”. Tomasz Mackiewicz wracał na Nanga Parbat siedem razy, mimo że miał żonę i trójkę dzieci. Jestem pewna, że doskonale sobie zdawał sprawę, że kiedyś może nie wrócić do domu. Czy gdyby zrezygnować ze wspinania się, byłby szczęśliwy? Dobrym przykładem jest też Robert Kubica, kierowca najszybszych pojazdów świata, któremu Formuła 1 nie wystarczała, bo tak kochał się ścigać. W jednym z rajdów, tuż przed nowym sezonem Grand Prix, prawie stracił życie. Czy to go czegoś nauczyło? Czy nagle zaczął unikać jakichkolwiek pojazdów? Nie, bo nie potrafił zrezygnować ze swojej miłości.

Pasja jest uzależnieniem, czymś, bez czego nie możemy żyć. Możemy próbować z nią walczyć, ale prędzej czy później do nie wrócimy, bo daje nam szczęście. Jedni wybierają pasję spokojną, inny ekstremalnie niebezpieczną. Nie nam decydować o cudzych wyborach, a tym bardziej wtrącać się w nie i wymądrzać. Uszanujmy to, że jedna osoba będzie z zapałem dziergać szaliki, inna zaś wspinać się na niebezpieczną górę i ryzykować życie dla spełnienia swojego marzenia. Uszanujmy to, że pasje są różne, że każdy ma wybór, jak chce spędzić swoje życie. 

  • Ja zaczęłam się interesować himalaizmem od czasu ostatnich wydarzeń – pewnie wiele osób ma podobnie. Choć wcześniej o tym słyszałam, bo Ilona bardzo lubi tę tematykę, jakoś nie po drodze było mi śledzenie faktów i zaczytywanie się w książkach. Ja tej pasji nie rozumiem do końca, przyznaję uczciwie. Ja lubię ciepło, spokój i nie wyobrażam sobie ryzykować własne życie. Ale podziwiam ludzi, którzy się wspinają i mają tyle odwagi. Nie neguję. Nie komentuję. Nie krzyczę głośno w internetach, choć wieść o tym, że Tomek zostawił żonę i dzieci najbardziej rozdziera mi serce. I kwestia, że choć jesteśmy na takim poziomie rozwoju cywilizacji, nie mogliśmy pomóc człowiekowi, który potrzebował naszego wsparcia. Niemniej jednak wielki szacunek dla Tomka, dla ekipy spod K2, dla Eli.

    • Ja też jestem typem, który lubi bezpieczeństwo i ciepło czterech ścian, ale rozumiem ludzi, którzy do życia potrzebują adrenaliny, pokonywanie własnych ograniczeń itd. Tomek i Eli wiedzieli, na co się piszą. Ekipa ratunkowa także i nie mamy prawa ich krytykować.

  • Emilia Szzz

    Wg mnie sprawa Pana Tomasza ma wiele aspektów i dlatego budzi tyle emocji w komentarzach. Trudno nie odnosić się do niej z perspektywy własnych doświadczeń. Czy rozumiem posiadanie pasji i bezgranicznie poświęcenie jej? Tak, rozumiem. Czy rozumiem pasję, która może cię zabić? Już nie do końca, ale gdzieś podziwiam ludzi wychodzących aż tak że strefy komfortu. Jednak jak ktoś jedzie na motocyklu i wjedzie w drzewo nikt nie pisze pięknych komentarzy na jego temat „ważne, że umarł szczęśliwy, bo kochał szybkość”, częściej spotkamy się z komentarzami „kretyn sam się zabił”. Kolejnym aspektem jest odpowiedzialność za swoje decyzje – jak decydujesz się na dzieci to dobrze by było tak zaplanować życie żeby jednak być z nimi jak najdłużej. Oczywiście są to niesamowicie trudne decyzje, bo trzeba wtedy zrezygnować z jednej miłości dla drugiej, ale czy nie na tym właśnie polega odpowiedzialność?

    • Kwestia dzieci jest trudna, to prawda. Ale czasem po prostu nie da się zrezygnować, to jest zbyt silne i ja to rozumiem. Co do motocyklistów – moim zdaniem co innego kontrolowane ściganie się na torze, a co innego na zwykłej szosie, kiedy szybka jazda jest zagrożeniem nie tylko dla motocyklisty.

  • Żal człowieka. Jestem w szoku ile nienawiści i jadu jest w ludziach. Czytając komentarze pod różnymi artykułami na temat tej sprawy, aż mi było przykro i wstyd za rodaków.

  • Patrycja Trzcionkowska

    Też śledziłam cały weekend tamte wydarzenia. Cieszyłam się z uratowania Eli i równocześnie byłam i jestem przygnębiona z powodu Tomka. Również uwielbiam góry. To moja pasja obok książek i ogromnie podziwiam upór Tomka w dążeniu do marzeń, miłość do pasji, do gór. Nie rozumiem kompletnie tych wszystkich negatywnych, obrażających Go komentarzy. Podsumowując bardzo podobał mi się cytat Piotra Pustelnika: ” Kiedyś ktoś mnie zapytał: – „Dlaczego chodzisz po górach?” Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje: na tych którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć i na tych którym się jej nie wytłumaczy. ”

    http://ztaksiazka.blogspot.com/

    • Bardzo trafna uwaga Piotra Pustelnika. Mam ochotę sięgnąć po jakąś książkę z górskiej tematyki, żeby lepiej zrozumieć tę pasję.

  • Pięknie to ujęłaś… Moją ogromną pasją jest brazylijskie jiu jitsu. Często jestem jedyną kobietą na sali i 30 mężczyzn. To co czuję po dobrym treningu to …kosmos, mindfulness i euforia w jednym.
    Kiedy wracam zmęczona po treningu, marzę tylko o tym,aby móc oddać się swojej drugiej pasji czytaniu. Szczęśliwi ci, którzy mają pasję w swoim życiu:)

  • Ja góry uwielbiam choć tylko w teorii bo niestety wspinaczka jest nie dla mnie (chociaż to jeden z najbardziej interesujących sportów według mnie). Komentarze Polaków na temat tej sytuacji są straszne ale nie jest to zaskakujące bo tak samo było po tragedii na Broad Peak w 2013 roku. Niestety to chyba taka nasza narodowa przypadłość – ocenianie decyzji innych ludzi i uważanie, że posiadamy do tego prawo. A smutna prawda jest taka, że już teraz większość osób zapomniała o sprawie (a minął dopiero tydzień), za kilka dni znajdzie się kolejna sensacja i eksperci od wszystkiego skupią się na czymś innym niż himalaizm.

    https://dziewczyna-z-biblioteki.blogspot.com

    • Mnie Tomek nadal siedzi w głowie i codziennie o nim myślę. Naszą wadą narodową jest właśnie to, że zawsze myślimy, że wiemy lepiej, nawet jeśli na czymś się nie znamy…

      • Ja też, w ogóle wydaje mi się, że cała ta sytuacja przejdzie do historii i prędzej czy później powstanie niejeden film na ten temat.

      • Mi też. To jest w ogóle bardzo smutna historia ale mam wrażenie, że jest w tym też coś pięknego i pokrzepiającego. W końcu przed śmiercią udało mu się spełnić swoje największe marzenie i na pewno umarł spełniony, przynajmniej tak mi się wydaje.