in Books

„Chmurdalia” Joanna Bator

at

Dziś kilka słów o dalszych losach bohaterek z „Piaskowej Góry” 🙂 Jeśli nie przeczytaliście jeszcze recenzji tej książki, koniecznie zajrzyjcie wpis niżej! 🙂DSC_2719

„Po nieudanej ucieczce z Wałbrzycha, zakończonej wypadkiem samochodowym, dziewiętnastoletnia Dominika Chmura budzi się w monachijskim szpitalu. Miesiące rehabilitacji przywracają jej zdrowie, ale nie spokój ducha. Zamiast wrócić do bloku na Piaskowej Górze, rusza w podróż, co kilka miesięcy zmieniając pracę i miejsce zamieszkania – Niemcy, Francja, Stany Zjednoczone, Anglia. Coraz bardziej oddala się od domu i przybliża do Chmurdalii, krainy, w której spełnia się marzenie o idealnej wspólnocie.
Losy Dominiki przeplatają się w powieści z losami całej galerii postaci, głównie kobiecych, jak choćby czarnoskóra Sara Jackson, potomkini tzw. Hotentockiej Wenus, pokazywanej w gabinetach osobliwości w XIX wieku w Londynie i Paryżu. Bogactwo wątków Chmurdalii jest imponujące, jednak historie bohaterów łączą się ze sobą za sprawą przedmiotu przechodzącego z rąk do rąk – autentycznego nocnika Napoleona.”

Po „Chmurdalie” sięgnęłam zaraz po przeczytaniu „Piaskowej Góry”. Ciężko mi było rozstać się z historią Dominiki, zwłaszcza po tak dramatycznym finale poprzedniej powieści. Byłam bardzo ciekawa, w którą stronę Joanna Bator pójdzie z tą historią i przyznam, że trochę mnie zaskoczyła.

Jak „Piaskowa Góra” osadzona jest głównie w Wałbrzychu, tak „Chmurdalia” to prawdziwa podróż po całym świecie. Po wypadku Dominika zmienia się zupełnie i staje się niespokojnym duchem, nie mogącym znaleźć swojego miejsca. Tuła się więc z miejsca do miejsca, z kraju do kraju, wraz z Sarą, ciemnoskórą pielęgniarką poznaną w monachijskim szpitalu. Poznaje nowych ludzi, nowe, fascynujące historie. Tym razem głównymi bohaterami książki nie są kobiety z rodziny Dominiki, a obce osoby z różnych zakątków świata, których los jednak jest ze sobą ściśle związany dość specyficznym przedmiotem. Trzeba przyznać, że w tym elemencie Bator popisała się poczuciem humoru. W „Chmurdali” poznajemy również  historię Grażyny Rozpuch, która w „Piaskowej Górze” przedstawiona jest jako latawica, nie ciesząca się poważaniem innych kobiet przez jej liczne związki z mężczyznami. Jej życie okazuje się jednak nie być takie, na jakie wygląda, a dzieciństwo spędzone u tajemniczych Cioć Herbatek odcisnęło na niej swoje piętno. Właściwie to właśnie od Cioć Herbatek i Grażyny zaczyna się cała historia, to właśnie w Kamieńsku ma początek historia, która w przyszłości połączy losy zupełnie obcych sobie ludzi, w tym i Dominiki Chmury.

„Piaskowa Góra” mnie oczarowała i „Chmurdaliami” na początku też byłam zachwycona, ale w pewnym momencie książka zaczęła mnie męczyć i momentami czytało mi się ją nieco opornie.  Zbyt dużo było wędrowania z miejsca na miejsce i zmieniania historii. Dopiero pod koniec poczułam znów ten sam klimat, co w pierwszej powieści, i mój zachwyt wrócił na właściwe tory. W „Piaskowej Górze” mieliśmy spojrzenie na Polskę krzywym, niekiedy prześmiewczym okiem, „Chmurdalia” zaś to wędrówka po dziwnych historiach, niczym w jakiejś magicznej, nietypowej krainie.

Powieść utrzymana jest w tym samym tonie, co „Piaskowa Góra”: mamy nieustającą opowieść w formie monologu, ale tego oczywiście można było się spodziewać ;).

Jeśli przeczytaliście już „Piaskową Górę”, sięgnijcie po „Chmurdalia”, koniecznie! Tylko nie róbcie tego w odwrotnej kolejności. Najpierw musicie poznać historię Jadzi Chmury i Dominiki, aby reszta opowieści miała dla Was sens.

Werdykt: TO READ!!!

Marth

  • Anna

    Masz rację, Chmurdalia trochę się ciągnęła – mnie znudziła historia Sary i Hotentockiej Wenus. Za to historia Grazyny Rozpuch – baaardzo mnie wciągnęła. Podobało mi się związanie wszystkich wątków nocnikiem Napoleona – czegoś takiego jeszcze nie czytałam 😀 Sama nie wiem, która książka podobała mi się bardziej. Chyba oceniam je po równo. Piaskowa Góra ma plusa pod względem obyczajowości (jeśli mogę to tak nazwać), Chmurdalia góruje pod względem mroczności.

    Podsumowując: polecam obydwie z całego serca!

    • Ja chyba jednak postawię bardziej na Piaskową Górę.

      I zgadzam się zdecydowanie co do ostatniego zdania twojego komentarza 😀

  • Nie czytałam jeszcze nic tej autorki, ale w kolejce czeka już „Ciemno, prawie noc”, jestem ciekawa, jakie będzie moje pierwsze spotkanie z tą panią 🙂

    • „Ciemno, prawie noc” to właśnie książka, za którą pokochałam tę pisarkę. Mam nadzieję, że i tobie taki mroczny klimat przypadnie do gustu 🙂