Jestem zdecydowaną zwolenniczką historii jednotomowych. Zdarza się oczywiście, że jakaś seria przypadnie mi do gustu i cieszę się z kolejnych tomów (będą o tym jeszcze co najmniej dwa wpisy), albo biadolę, że dana powieść nie ma kontynuacji, ale lubię krótkie i treściwe historie. Dlaczego nie przepadam za seriami? Spróbuję wyjaśnić wam to w kilku punktach.

  1. Zbyt długo trzeba czekać na kolejne tomy (chyba że autor nazywa się Remigiusz Mróz).
  2. Zanim sięgnę po kolejny tom, zdążę zapomnieć najważniejsze wydarzenia z tomów poprzednich.
  3. Losy bohaterów zaczynają toczyć się nie po mojej myśli.
  4. Kiedy dostaję w prezencie któryś ze środkowych tomów serii, sama muszę kupić wcześniejsze.
  5. Autorzy niekiedy zaczynają za bardzo kombinować z fabułą.
  6. Kiedy autor odgrzewa kotleta po latach (patrz: Pilipiuk i powracanie z niepotrzebnymi tomami do dawno zakończonych serii).

Przyznam, że najczęściej spotykam się z fanami serii, więc jestem bardzo ciekawa, jak odbierzecie mój wpis. Czy są osoby, które także mają problem z seriami i zdecydowanie chętniej sięgają po jednotomowe historie? Dajcie znać!