Słyszącym wydaje się, że utrata słuchu to koniec świata; że gdyby ich coś takiego spotkało, życie nie miałoby już sensu. A ja, na przekór, chcę wam opowiedzieć, za co kocham bycie głuchą i czego możecie mi zazdrościć. A jestem pewna, że po tym wpisie zaczniecie to robić.

W tym roku minęło 10 lat, od kiedy nie słyszę. Nie jest tak, że jestem kompletnie głucha. Ok, jestem, kiedy tego chcę, bo mam implant słuchowy (planuję napisać wam o tym więcej w konkretnym wpisie) i wystarczy, że go zdejmę. A robię to między innymi zaraz po powrocie z pracy czy kiedy spotykam się z głuchymi znajomymi. Słuch nie jest mi wtedy absolutnie do niczego potrzebny. Za co więc kocham tę moją ciszę?

1. Nie straszni mi sąsiedzi imprezujący w nocy (pod warunkiem, że nie trzęsie się cały blok).

Impreza za ścianą do 5 rano, a ja o 6 muszę wstać do pracy? Proszę bardzo, nie mam nic przeciwko. I tak was nie słyszę, śmiejcie się do woli, śpiewajcie i bawcie się dobrze! Śpię otulona błogą ciszą i pewnie nawet nie zorientuję się, że gdzieś tam obok odbywa się impreza stulecia. Pod warunkiem, że muzyka nie będzie trzęsła całym budynkiem, bo wyczuwałabym wibracje. Ale to blok, nie klub, więc nie sądzę, aby coś takiego kiedykolwiek się zdarzyło.

Nocny film - Marisha Pessl

2. Nie muszę słuchać prywatnych rozmów w komunikacji

Nie lubię słuchać rozmów w pociągach więc jeśli mogę, wybieram Strefę Ciszy. Jadąc pociągami czy komunikacją miejską od razu wyłączam implant, bo denerwują mnie hałasy i gwar. Nie muszę słuchać o waszych rozstaniach z partnerem, o najlepszych bibach, na jakich byliście, o dziecku, które obrzygało wam spodnie i właśnie opowiadacie o tym przyjaciółce. Nie uważacie, że to świetna sprawa?

3. Mogę rozmawiać swobodnie w komunikacji miejskiej i nikt nie jest w stanie mnie podsłuchać.

Rozmawiając z narzeczonym czy głuchymi znajomymi, nie muszę się korygować: „O, tego mi nie wypada migać przy ludziach, bo to zbyt prywatne sprawy i głupio, żeby ktoś podsłuchał”. Pewnie nie raz zdarzyło wam się mieć przyjemność wysłuchać w autobusie czy tramwaju czyjąś bardzo prywatną rozmowę telefoniczną. Mnie podsłuchać może co najwyżej głuchy, ale takie przypadkowe spotkania są bardzo rzadkie.

Bibliofilem być recenzje książek

4. Kiedy boli mnie głowa, wyłączam implant i po problemie.

Hałas dla osoby z bólem głowy to małe szpileczki wbijane w mózg, jedna po drugiej. Od kiedy jestem głucha (pomijając okres rekonwalescencji), bardzo rzadko sięgam po tabletki przeciwbólowe, bo najczęściej wystarczy, że wyłączę/zdejmę procesor i zatopię się w błogiej ciszy. Mózg od razu zaczyna odpoczywać od tego męczącego hałasu i sam z siebie wycisza bóle. Nie zawsze, ale w 90% przypadków. To dopiero naturalna medycyna!

Bibliofilem być recenzje książek

5. Mogę migać w sytuacjach, w których język foniczny się nie sprawdzi

Wsiadam do autobusu miejskiego, który zaraz odjedzie, ale z niewiadomych przyczyn jeszcze stoi. Na przystanku czekają głusi znajomi, więc możemy wykorzystać te parę chwil i jeszcze porozmawiać, przez szybę. Mogę porozmawiać na imprezie pełnej ludzi z osobą będącą w drugim końcu pokoju. Bez krzyczenia i zdzierania sobie gardła. Mogę rozmawiać w Strefie Ciszy w pendolino (pod warunkiem, że będę migać cicho, bo, wierzcie mi, głusi potrafią być naprawdę głośni). Czy to nie jest świetne?

I co? Czy nadal uważacie, że utrata słuchu to koniec świata? Ja uważam, że bycie głuchą to moja supermoc, której słyszący mogą mi zazdrościć.