Stan polskiej literatury współczesnej stoi na naprawdę niezłym poziomie, ale wielu czytelników ma do niej uraz, uważając, że nie mamy co porównywać się z zagranicą. Nie dziwi mnie to, bo i ja spotkałam się z niezłymi koszmarkami (bez nazwisk), ale mamy tylu wspaniałych pisarzy, że zdecydowanie nie powinniśmy zamykać się na ich twórczość.

Trzeba tylko wiedzieć, po czyje książki sięgnąć, a przede wszystkim – pozbyć się uprzedzeń. Jestem pewna, że i w USA czy UK wydawane są koszmarki, ale nawet jeśli zostaną przetłumaczone i wydane na naszym rynku, obwiniamy samego autora, nie zaś jego narodowość. Prawda?

Odnoszę wrażenie, że polskim autorkom i autorom najłatwiej przebić się w literaturze obyczajowej i kryminałach, ja jednak chciałabym skierować waszą uwagę bardziej ku szeroko pojętej literaturze pięknej i nazwiskach, które są cenione, ale nie wyskakują z lodówki; przeglądając książkowe konta na Instagramie możecie się na nie natknąć (a nawet powinniście), ale nie jesteście nimi zalewani. Gotowi? Kolejność przypadkowa.

1. „Ślady” Jakub Małecki

O twórczości Małeckiego słyszałam sporo dobrego, a kiedy w zeszłym roku wyszła jego nowa książka – «Rdza» – stwierdziłam, że trochę wstyd, że nie czytałam żadnego jego działa i najwyższy czas to nadrobić. Zamiast od razu sięgnąć po głośną nowość, chciałam nadrobić wcześniejsze tytuły, aby zobaczyć, jak rozwija się pióro pisarza. «Rdza» wciąż przede mną, za mną trzy książki Kuby i «Ślady» to chyba mój ulubieniec, choć pozostałe dwie to też coś niesamowicie dobrego. Małecki, mimo młodego wieku, czaruje piórem jak stary wyjadacz. Od jego książek nie da się oderwać, są tak dobre pod każdym względem. Kunszt literacki, który zachwyca, ale nie przytłacza. Historie, które przykuwają uwagę, wciągają i poruszają najczulsze struny w sercu.

Ślady Jakub Małecki

«Ślady» to zbiór krótszych i dłuższych opowiadań, które powiązane są ze sobą bohaterami, drobnymi elementami, nawiązaniami do wcześniejszych wydarzeń. Niby krótka forma (średnio przeze mnie lubiana), ale wszystko łączy się w bardzo kształtną całość. Historie opowiedziane przez autora są przepełnione bólem codzienności i mniejszych i większych tragedii. Małecki nie jest fanem happy endów i sztucznego koloryzowania rzeczywistości i za to uwielbiam jego twórczość.

2. „Purezento” Joanna Bator

Początkowo chciałam wam polecić tytuł, za który Bator dostała Nagrodę Literacką „Nike”, ale przypomniałam sobie, że nie mam ładnego zdjęcia, więc padło na «Purezento» (ok, trochę żartuję, ale jednak nie do końca). Koniecznie sięgnijcie po «Ciemno, prawie noc», bo właśnie za tę książkę polubiłam twórczość Bator, a później było już tylko lepiej.

Purezento Joanna Bator

«Purezento» to tytuł wyjątkowy w dorobku pisarki, bo odbiega stylem od jej poprzednich książek. To opowieść, w której autorka przelała całą swoją miłość do Japonii i japońskiej kultury, co widać dosłownie na każdej stronie tej krótkiej historii. Główna bohaterka nie ma imienia, dzięki czemu czytelniczki mogą z nią identyfikować własne losy i przejścia. Jak uleczyć złamane po zdradzie serce? Czy starożytna sztuka klejenia stłuczonej ceramiki przy pomocy złota, kintsugi, może uleczyć także nas? To piękna, nieco filozoficzna powieść i zachwyciła mnie równie mocno, co poprzednie dzieła Joanny Bator.

3. „Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk

Wahałam się czy trzecim tytułem powinna być właśnie ta monumentalna powieść, ale nie mogę o niej nie wspomnieć, mimo jej solidnych gabarytów, które nie jednego pewnie odstraszyły i odstraszą. A szkoda, bo Tokarczuk zdecydowanie zasłużenie otrzymała za nią Nagrodę Literacką „Nike”. To nie jest książka, którą czyta się szybko i dla relaksu, ale warta jest każdej poświęconej jej myśli.

Bibliofilem być recenzje książek

Nie ukrywajmy, to treść jest najważniejsza, ale w przypadku «Ksiąg Jakubowych» mój zachwyt budzi każdy, najdrobniejszy element i wysiłek wydawnictwa, aby tę powieść wydać dokładnie tak, jak na to zasługuje: nietypowa paginacja, piękny skład (przyczepić się mogę jedynie do niesymetrycznie rozlokowanych ilustracji) oraz fantastyczny zabieg zastosowany przez pisarkę – ostatnie słowo poprzedniego rozdziału jest także pierwszym – kolejnego. Uwielbiam takie smaczki!

«Księgi Jakubowe» to historia sekty żydowskiej, tzw. frankistów polskich, wyznawców bezkrytycznie oddanych Jakubowi Frankowi. Pod jego wodzą byli w stanie zrobić wszystko, nawet przyjąć chrzest. Ogromny podziw budzi praca, jaką Tokarczuk włożyła w badania i napisanie tej powieści, co daje się odczuć już od pierwszych stron lektury. «Księgi» trzeba czytać z pełnym skupieniem, bo pojawia się w nich tyle postaci, tyle wątków i wydarzeń, że bardzo łatwo się pogubić. Warto jednak przecierpieć ten ciężki początek, bo gdy już złapiecie rytm, nie będziecie mogli się oderwać. To literackie arcydzieło warte każdej złotówki i każdej poświęconej mu na lekturę godziny.

Powinnam też wspomnieć tu o Żulczyku czy Twardochu, ale ich książki wciąż przede mną, dlatego żaden tytuł z ich dorobku literackiego tutaj się nie pojawił. Mam nadzieję, że wymienionymi książkami i nazwiskami przekonałam was, że warto dać szansę polskim pisarzom, trzeba tylko umiejętnie dokonywać selekcji. A może wy polecicie mi nazwiska z polskiego podwórka i tytuły książek, po które powinnam sięgnąć? bibliofilem być recenzje książek