Bardzo lubię ten zabieg w literaturze, kiedy autor miesza dwie różne historie, wraca do przeszłości, która w jakiś sposób odcisnęła swoje piętno na życiu bohaterów współczesnych. Jednym z autorów, którym świetnie to wychodzi, jest właśnie Jojo Moyes.

Przeczytałam ostatnio trzecią książkę tej pisarki napisaną w takim stylu i dzisiaj chciałabym wam pokrótce opowiedzieć o wszystkich trzech, bo każda w jakiś sposób chwyciła mnie za serce.


„Dziewczyna, którą kochałeś”


Przez długi czas była to moja ulubiona powieść Moyes. Autorka sięga tutaj do bardzo poczytnego motywu, jakim jest I lub II wojna światowa. W przypadku «Dziewczyny, którą kochałeś» nie tylko przeszłość przeplata się ze współczesnością, ale dodatkowo mamy dwa różne kraje – Francję i Anglię. Sophie, prowadzącą za czasów I wojny światowej rodzinny hotel w małym francuskim miasteczko, i Liv, żyjącą w czasach współczesnych, wdowę po uzdolnionym architekcie połączy pewien obraz, ogromnie ważny dla obydwu kobiet. Sophie przehandluje za niego swoją duszę, Liv zaś zrobi wszystko, aby zachować to dzieło dla siebie, gdyż wspomnienia, które się z nim dla niej wiążą, znaczą dla niej wszystko. «Dziewczyna, którą kochałeś» to opowieść o odwadze kobiet i miłości tak silnej, że jest się gotowym zrobić dla niej wszystko. Cudowna powieść i gorąco ją wam polecam.


„We wspólnym rytmie”


Tutaj przeszłość jest tylko tłem dla głównej historii dziejącej się w czasach współczesnych, ale chociaż ten wątek pojawia się (jeśli dobrze pamiętam) głównie na początku książki a później są jedynie małe odniesienia, to jest on bardzo istotny ze względu na zachowanie jednej z głównych bohaterek. «We wspólnym rytmie» to książka, która przede wszystkim powinna spodobam się miłośnikom koni i jazdy konnej, ze względu na relację Sarah, kilkunastoletniej dziewczynki, którą pod opiekę wzięła Natasha, prawniczka zajmująca się sprawami nieletnich, z jej koniem o imieniu Boo. Tutaj również istotną rolę odgrywa odwaga i miłość, ale także walka o własne marzenia oraz niezwykła relacja człowieka ze zwierzęciem. To dobra powieść, chociaż momentami mnie nudziła i nieco dłużyło mi się jej czytanie. Kiedy jednak zamknęłam książkę po przeczytaniu ostatniej strony, cieszyłam się, że mogłam poznać tę historię. 


„Ostatni list od kochanka”


Wiele miłośniczek twórczości Moyes uważa, że to jej najlepsza książka. Kiedy zaczęłam czytać «Ostatni list od kochanka», zastanawiałam się, czy i u mnie zdetronizuje ulubioną dotychczas «Dziewczynę, którą kochałeś». Po lekturze stwierdziłam, że nie, że jest na drugim miejscu, ale im więcej czasu mija od przeczytania tej książki, tym coraz mocniej upewniam się w przekonaniu, że i mnie mocno chwyciła za serce i nawet jeśli nie wygrała z «Dziewczyną», to zajęła miejsce obok niej. Tym razem z czasami współczesnymi przeplatają się lata 60. Jennifer, żona bogatego biznesmena, nawiązuje burzliwy romans z dziennikarzem o imieniu Anthony. Pięćdziesiąt lat później ich korespondencję w archiwum gazety, w której pracuje, odnajduje Ellie, która również ma romans, jednak w tym przypadku to mężczyzna związany jest małżeństwem. Moyes w tej historii nie ma żadnej litości dla czytelnika i co rusz pomiata naszymi uczuciami. Daje nam odrobinę nadziei na happy end (to nic, że jesteśmy dopiero w połowie książki), żeby zaraz ją podeptać pod naszym nosem. I chociaż nie lubię takich zabaw w kotka i myszkę, w tym przypadku ogromnie mi się podobało, jak autorka pokierowała tą historią. Tak bardzo, że do tej pory myślę o tej książce. To zdecydowanie jedna z najlepszych powieści pióra Moyes i polecam wam ją równie mocno, co «Dziewczynę, którą kochałeś».

Jeśli lubicie inteligentne, nie ckliwe, historie o miłości i przeszłość przeplatającą się z czasami współczesnymi, twórczość Moyes jest dla was. Ta pokochałam jej książki i mam nadzieję, że Między słowami wyda kolejne perełki w tym klimacie. Dajcie znać, czy czytaliście któryś z tych tytułów, albo inną powieść Moyes i koniecznie napiszcie, jak wam się podobała.