Większość z was pewnie ma już odruch wymiotny na typowo kołczingową radę: „Wyjdź ze swojej strefy komfortu.” Czy istnieje jakieś bardziej oklepane zdanie, które ma być radą, jak osiągnąć w życiu sukces i szczęście? Nie sądzę.

Mnie też takie kołczingowe cytaty irytują, ale tego roku nie mogę nazwać inaczej, jak nieustannym wychodzeniem z tej strefy komfortu. Jestem introwertykiem, nie lubię nowości, nie lubię ludzi (z nielicznymi wyjątkami), nie lubię nowych doświadczeń. Każde wyjście na imprezę, na jakiekolwiek wydarzenie mnie stresuje i do ostatniej chwili mam ochotę się wycofać.

Lubię siedzieć w swoim bezpiecznym mieszkaniu otoczona książkami, pyszną herbatą, narzeczonym i kocim dzieckiem. Jakim cudem więc ten rok okazał się być tak ekscytujący? Ile razy opowiadałam przyjaciółkom o kolejnych rzeczach, które mnie spotkały, w których odważyłam się wziąć udział, pytały zdziwione, czy to na pewno jestem ja, gdzie jest ich stara, dobra Marta? Sama nie raz siebie o to pytałam.

Podsumowywałam już miniony rok na InstaStories, przypominając co ciekawsze wydarzenia, ale nie mogłam się tam za bardzo rozpisać, ile niektóre z nich dla mnie znaczyły, co mi dały. A dały mi wiele i tak mocno podniosły poprzeczkę, że nie mam żadnych oczekiwań względem roku 2019, bo mogłabym z nimi przesadzić.

Zaczęłam pracę na pełen etat, wśród ludzi

Poszukiwania pracy zaczęłam po obronie pracy magisterskiej i zeszło mi się z tym… pół roku. Nie ma co ukrywać, że osoby niesłyszące mają dużo trudności na rynku pracy. Wielu pracodawców wymaga komunikatywności (fonicznej), pracy w zespole, no i jeszcze ten nieszczęsny telefon, jakby maile nie istniały. Moim marzeniem była praca w bibliotece, ale obsługa czytelników odpadała, a wolnych stanowisk zajmujących się opisem katalogowym książek itd. jest jak na lekarstwo. W efekcie wylądowałam w archiwum, gdzie pracują fantastyczne babeczki, atmosfera jest mega miła, tak jak i sama szefowa. Pracowałam już na studiach, ale to była praca dorywcza, więc nie traktuję jej poważnie. Archiwum to moja pierwsza dorosła praca i każdego dnia wstaję z uśmiechem na ustach wiedząc, że muszę być w biurze od 8 do 16. Może dla niektórych jest to dziwne, ale dla mnie posiadanie stałej nudnej pracy to największy sukces minionego roku.

Małe wielkie rzeczy - Henry Fraser

Wystąpiłam w dwóch reklamach

Pewnie niektórzy mają już dosyć, że o tym wspominam, ale to jest tak niespodziewane wydarzenie, że wciąż jestem w szoku, że coś takiego miało miejsce. Ja? W reklamie, a co dopiero reklamach? I o ile udział w internetowym spocie z Billie Sparrow jest moim sukcesem pośrednio (Weronika zaprosiła mnie do tej reklamy), tak udział w kampanii Przejdźmy na Ty piwa Tyskie to moja mała duma. Nie chodzi o prestiż reklamy, dajcie spokój, ale o to, że poszłam na casting jak normalny epizodysta amator i to, że w tej reklamie wystąpiłam, oznacza, że byłam do danej roli najlepsza. Na castingu kazali mi m.in. szeroko się uśmiechnąć do kamery, a uśmiech to obecnie mój największy, w sumie jedyny, kompleks. Po całkowitym paraliżu twarzy 10 lat temu, mięśnie, mimo długiej rehabilitacji, nie wróciły do takiego stanu, jak wcześniej. Przez wiele lat zasłaniałam usta, kiedy się śmiałam, więc angaż do reklamy to taki mały kopniak i powiedzenie mi: „ej, mała, przestań ciągle myśleć, że twój uśmiech to paskudny grymas, bo tak nie jest”.

Królowa cukru - Natalie Baszile

Założyłam kanał na YouTube

Jeśli oglądacie moje vlogi, na pewno zauważyliście, że często powtarzam: „zastanawiałam się długo nad założeniem kanału na YouTube, ale (…)”. Długo bałam się, że będę krytykowana, że mój PJM nie jest tak dobry, że moja mimika będzie oceniania itp. Nagrywanie vlogów, a później puszczanie ich do sieci, kosztowało mnie trochę nerwów. Na szczęście nie spotkałam się jeszcze z krytyką tego, czego obawiałam się najbardziej i oby pozostało tak jak najdłużej.

Bibliofilem być

Warsztaty Visual Vernacular

Visual Vernacular to rodzaj performansu należącego do kultury Głuchych: to połączenie języka migowego i pantomimy, nie używa się w nim jednak bezpośrednio znaków migowych. VV z założenia ma umożliwiać odbiór i g/Głuchym, i słyszącym, ale różnie z tym bywa. TU podlinkowuję wam mój ukochany utwór związany ze starymi grami klasycznymi.

Mój narzeczony zajmuje się badaniem poezji migowej, więc w ramach praktyk i poszerzania wiedzy pojechaliśmy pod koniec listopada do Wrocławia na warsztaty z Visual Vernacular właśnie. Ja jechałam tam jako wsparcie i towarzystwo, nie planowałam brać czynnego udziału w zajęciach, ale oczywiście okazało się to mrzonką. Podczas warsztatów mieliśmy sami wymyślić VV związane z żeglarstwem. I tu znów: Ja? Ja mam wymyślać jakiś performans? Przecież ja jestem debilem w tej kategorii i zupełnie się do tego nie nadaję, a co dopiero miałabym coś pokazywać przy innych. Wyszło oczywiście tak, że udało mi się wymyślić całkiem ciekawą (moim zdaniem) historię, pokazać ją kilka razy na warsztatach, a nawet Głuchym znajomym! To jest dopiero wyjścia poza strefę komfortu.

Jestem introwertyczką z krwi i kości. Dom to moja oaza, moje szczęśliwe miejsce, moja przystań. Patrząc na to, rok 2018 był niesamowicie zaskakujący, ale i męczący. Był też jednym z najbardziej szczęśliwych w ciągu ostatnich 10 lat. Co przyniesie 2019? Nie miałabym nic przeciwko, gdyby był znacznie spokojniejszy, ale jestem też gotowa na nowe wyzwania.